wtorek, 16 czerwca 2020

Wzmacniasz to, na co zwracasz uwagę

Ostatnio coraz częściej łapię momenty ekscytacji i zachwytu moimi nastolatkami, o których jeszcze dwa lata temu mi się nie śniło. Pamiętam momenty konsternacji na seminarium poświęconym Juul’owskiej koncepcji zmiany roli rodzica wraz z przemianą dziecka w nastolatka, prowadzonym przez Dusankę Kosanovic, kiedy to proponowała, aby zamiast zamartwiać się dorastającymi dziećmi, po prostu zachwycać się, jak rozkwitają i jakimi pięknymi, młodymi osobami się stają. Jakkolwiek to była zrozumiała i aspiracyjna postawa, to jednak niełatwa do wprowadzenia w życie, bo jednak troski i myślenie o przyszłości dzieci przysłaniały mi dostęp do optymizmu i ekscytacji.  Teraz, w miarę jak coraz bardziej doświadczam poczucia bezpieczeństwa i ufności, a moje relacje z dziećmi stają się coraz bardziej partnerskie, łatwiej jest mi być w teraźniejszości i z perspektywy obserwatora przyglądać się dorastającym dzieciom, widzieć oraz przeczuwać, kim się stają. I cieszyć się tym. Nie zawsze to jest łatwy proces, a jednak stopniowo coraz częściej dostępny, a przede wszystkim dający wiele satysfakcji i radości.

Odczuwam w związku z tym różnicę w doświadczaniu rodzicielstwa – jest lżej, przyjemniej, jest więcej momentów spełnienia w roli matki. Widzę także, jak różne konsekwencje mają te dwie postawy na moje relacje z młodymi. Nastolatki nienawidzą bowiem, kiedy się o nich martwimy, zabiera to miejsce radości i przyjemności z dorastania oraz daje im poczucie, że nie uważamy ich za wystarczająco kompetentnych, co wpływa na ich poczucie własnej wartości.

Bardzo ważną kwestią w tym przyglądaniu się naszym nastolatkom i reagowaniu na nich jest świadomość, na co zwracamy uwagę w relacjach z nimi i co komunikujemy. To bowiem wzmacniamy. 
Wraz z dojrzewaniem, nie tylko zmienia się wygląd, gospodarka hormonalna i przebudowuje mózg naszych dzieci, ale przede wszystkim rozwijają się wewnętrznie. Wyodrębniają się od nas i budują swoją tożsamość, formułują swoje poglądy na życie, kształtują swój charakter i system wartości (weryfikując wartości rodzinne i przyjmując część jako swoje, a dla części szukając alternatyw poza rodziną), rozwijają emocjonalność i inteligencję społeczną. Dużo miejsca w ich przestrzeni wewnętrznej zajmują rozmyślania na temat życia i śmierci, seksu i intymności, bliskich relacji i przyszłości. Zadają też sobie egzystencjalne pytania na temat sensu życia i podejmuje pierwsze próby określenia swojego stanowiska w tych tematach. To cały nowy aspekt doświadczania siebie, innych i świata dla dorastających młodych ludzi - decydujący, by stali się odpowiedzialnymi dorosłymi. 




Jest to bardzo ważny rozwojowo i piękny proces, przywilejem jest dla nas rodziców móc go obserwować i w nim uczestniczyć w roli wspierających przewodników. Jak to robić? Przede wszystkim właśnie mieć świadomość tego aspektu dorastania i dojrzewania oraz na niego w dominującej mierze zwracać uwagę – skupiać się na wewnętrznym życiu nastolatka, a nie na jego wyglądzie czy atrybutach społecznych jak ubranie, makijaż, biżuteria, tatuaż, rodzaj słuchanej muzyki etc. Zaciekawiać się nim, interesować się jego poglądami i refleksjami, doceniać własne zdanie na różne tematy, dzielić się swoimi opiniami, dyskutować. Wszystko to z szacunkiem i uznaniem dla ich prawa do konstytuowania siebie i decydowania o tym, kim chcą się stawać, jaki dorosłymi. Potrzebują w tym wykluwaniu się naszego zaufania i akceptacji. To stworzy bezpieczną przestrzeń, aby jak w kokonie mogli się przemieniać w odpowiedzialnych i sprawczych dorosłych, mających swoje zdanie oraz świadomych swoich wartości oraz potrzeb. 



Jeśli nie interesujemy się życiem wewnętrznym dziecka, ale głównie zwracamy uwagę na jego wygląd i atrybuty społeczne, to właśnie ten aspekt wzmacniamy i sprawiamy, że na tym też nasze dzieci będą się koncentrować. Szczególnie jeśli je w tym kontrolujemy i krytykujemy. Wtedy nie tylko tam kotwiczymy ich uwagę, ale też naruszamy ich kształtujące się poczucie własnej wartości, umniejszamy to, kim są i kim się stają.

Więc na koniec proponujemy dwa ćwiczenia, które pozwolą Ci poszerzyć samo-świadomość i zdecydować, na co chcesz kierować uwagę swoją i swojego nastolatka.

Ćwiczenie 1.  Obserwuj swojego nastolatka przez 30 minut i zauważ, co widzisz. Obserwuj, gdzie podąża twoja uwaga. Złap jakie myśli i uczucia się w Tobie pojawiają. Czy zaczynasz oceniać i krytykować, czy martwisz się, czy może zauważasz i cieszysz się z tego, co robi i co mówi? Jeśli miał(a)byś napisać relację z tych 30 minut obserwacji, co byś napisał(a) o swoim dziecku? Czy wybrzmiałyby tam refleksje i uznanie dla tego, kim jest, czy obawy i oczekiwania związane z tym, jaki powinien być?

Ćwiczenie 2. Przez kolejny tydzień zwracaj świadomie uwagę na to, co mówisz do swojego nastolatka, co i jak komentujesz. Złap, ile z tych komunikatów czy reakcji dotyczą wyglądu lub fizycznych atrybutów, a ile życia wewnętrznego Twojego dziecka. Uważność na słowa pomaga nam nie tylko dokładniej zobaczyć ich wpływ na drugą osobę, lecz także zatrzymać się i sprawdzić, czy aby na pewno słowa oddają to, co jest w naszym, mówiącego, sercu. 

30 czerwca - 1 lipca zapraszamy na dwudniową podróż warsztatową (online) w temacie dogadywanie się z nastolatkami. Warsztat łączy NVC, wiedzę o zmianach rozwojowych oraz przebudowie w mózgach młodych ludzi, teorię przywiązania, prace Sarah Peyton i Arminy Kashtan.

Więcej informacji o warsztacie znajdziecie na naszym blogu: tutaj 

lub na stronie NVClab tutaj

czwartek, 28 maja 2020

Podwójny sygnał „ZARAZ"

Jest takie słowo w codziennych sytuacjach z nastolatkami, które doskwiera nam rodzicom. Pojawia się w różnych sytuacjach – gdy prosimy dorastające dzieci by coś zrobiły lub gdy chcemy z nimi porozmawiać albo gdy zapraszamy je, by coś do życia rodzinnego lub wspólnego dbania o przestrzeń dały od siebie. Tym słowem jest „ZARAZ”, występujące w przeróżnych wersjach: „za chwilę”, „już robię” (i nic się nie dzieje), „sekunda”, „po co ten pośpiech!”…

Dlaczego nas to irytuje, złości, wyprowadza z równowagi? Bo słyszmy w tym „Zlewam cię”, „Wybieram kogoś/coś ciekawszego”, „Nie jesteś dla mnie ważny/a”. A to boli i przypomina inne trudne sytuacje, gdy nie czuliśmy się widziani czy słyszani, gdy działo się coś, co godziło w naszą potrzebę bycia ważnym. I teraz też godzi w potrzebę znaczenia i bycia widzianym – jedne z kluczowych potrzeb, które kiedy są frustrowane, to nasz mózg reaguje tak, jak na poczucie realnego zagrożenia. Więc nic dziwnego, że czasem pojawia się w naszych reakcjach złość czy agresja. 

Tym większa, im więcej towarzyszy temu innych niezaspokojonych potrzeb. Może to być potrzeba współpracy lub współodpowiedzialności lub może nam zależeć na tym, by móc polegać na wspólnych ustaleniach (jeśli takowe mają miejsce) lub po prostu chcielibyśmy wsparcia. Mnogość zadań, brak czasu, przytłoczenie, wybieranie efektywności ponad troskę o siebie – to rzeczywistość wielu rodziców. Mamy tyle odpowiedzialności, ról, obszarów o które, chcemy zadbać, że nieraz siebie i swoje potrzeby odkładamy na bok, jakby na później.  I to rodzi frustrację, a z niej wyrasta niecierpliwość i rodzą się oczekiwania, a gdy te nie są spełniane, pojawiają się oceny i żądania. Nie mamy wtedy gotowości czekać czy mierzyć z odmową. Domagamy się od domowników by rzeczy działy się wtedy, kiedy naszym zdaniem powinny się dziać, a słowo „zaraz” czy brak reakcji są w stanie wyrzucić nas w emocjonalny kosmos. Wtedy nie jesteśmy w stanie usłyszeć w „zaraz” czy „nie teraz” ważnych potrzeb nastolatka do autonomii, swobody wyboru, kiedy i jak coś zrobi czy do samodzielnego decydowania, jak chce wnosić wkład do życia rodzinnego. 


Stąd też proponujemy potraktować naszą reakcję na „ZARAZ” jako podwójny sygnał – że coś nie działa w naszych ustaleniach z nastolatkiem oraz że sami nie jesteśmy w równowadze (= mamy wiele niezaspokojonych potrzeb). Przypomina mi to opowieść o pewnym klasztorze, gdzie w ciszy i spokoju medytowali mnisi. Co jakiś czas w klasztorze rozlegał się dzwonek z bardzo nieprzyjemnym dla ucha dźwiękiem. Pewnego dnia nowy uczeń zapytał przełożonego, czemu nie zmienią tego dzwonka lub go wcale nie wyłączą, skoro przeszkadza w ciszy. Nauczyciel odpowiedział uczniowi, że ten dzwonek im przypomina, po co tak naprawdę tutaj są. Podobnie możemy potraktować dźwięk „zaraz” – jako przypomnienie i zaproszenie do przyjrzenia się, jak na ten moment w moim życiu ma się balans pomiędzy dawaniem innym uwagi, a dawaniem sobie uwagi, pomiędzy uważnością na potrzeby swoje i innych. Gdy mamy poczucie, że dajemy innym za dużo, trudniej podejść do nich z otwartością i ciekawością. A jeszcze trudniej usłyszeć potrzeby innych w „zaraz” lub w odmowie.

Pierwszym zatem krokiem do zbudowania pokojowej relacji z nastolatkiem (i pozostałymi członkami rodziny) jest pokojowe dogadanie się ze sobą. Najpierw zadbanie o odpoczynek, o czas na jakościowy kontakt z innymi oraz kontakt ze sobą - uświadomienie sobie, co jest dla mnie ważne i się nie dzieje, za czym tęsknię i tego nie dostaję. Z tego miejsca można potem zastanowić się i zdecydować, jak o to zadbać i zacząć działać w tym kierunku.
Istotnym elementem tego procesu jest odejście na tyle, na ile to możliwe od serwowania sobie myśli o tym, jacy powinniśmy być i co powinniśmy robić jako rodzice, partnerzy, pracownicy (czy będąc w innych rolach). Przełączyć się z dyscyplinowania siebie i edukowania na okazywanie sobie zrozumienia i akceptacji. Akceptacja nie musi oznaczać aprobaty dla wszystkich zachowań, to akt przyjęcia siebie takimi, jacy jesteśmy ze zrozumieniem i współczuciem. Nie oznacza też rezygnacji z rozwijania się, zmiany i rozwoju. Akceptacja siebie wręcz je umożliwia, bo rozpuszcza opór przed zmianą i skupianie całej energii na udowadnianiu sobie i innym, że jesteśmy w porządku. Akceptacja siebie pozwala zrezygnować z wewnętrznej walki czy tkwienia w poczuciu winy czy krzywdy, a tym samym otwiera drogę do rozwoju osobistego i zwiększania swoich kompetencji rodzicielskich. Sprawia, że może ona przebiegać bardziej harmonijnie, bez presji czy złości wobec samych siebie i innych.

Jednocześnie z dbaniem o zaspokajanie swoich potrzeb, ważne by rozmawiać z nastolatkiem o tym, co nam przeszkadza czy denerwuje w jego zachowaniach, na przykład w „zaraz”. To może być ważny temat do rozmowy z młodym człowiekiem o zasadach wspólnego bycia razem w jednej przestrzeni oraz okazja do budowania poczucia wspólnoty i współodpowiedzialności. Dobrze jest wtedy wyrazić, dlaczego ważne jest dla nas widzieć, że reagują na nasze prośby czy zaproszenia, ale też usłyszeć, jakim ważnym potrzebom mówią „Tak”, kiedy mówią „zaraz”.



Budowanie relacji w rodzinie to ciągłe dogadywanie się z pozostałymi członkami rodziny, w każdej pojawiającej się okazji czy trudności, chwila po chwili. To szukanie rozwiązań wygrany-wygrany, opierających się na widzeniu i uwzględnianiu potrzeb wszystkich uczestników systemu czy sytuacji. Z założeniem, że potrzeby wszystkich są tak samo ważne, bo jesteśmy równi w godności, nawet jeśli mamy różne odpowiedzialności. To również dialog o tym, co dla każdego z nas jest ważne, z dbałością o to, by każdy mógł być usłyszany. Bezwarunkowa akceptacja dla dzieci, lecz i dla nas dorosłych pomaga stworzyć przestrzeń zaufania oraz poczucie bezpieczeństwa, bliskości, przynależności.

30 czerwca - 1 lipca zapraszamy na dwudniową podróż warsztatową (online) w temacie dogadywanie się z nastolatkami łącząca NVC, wiedzę o zmianach w mózgach młodych ludzi, teorię przywiązania, prace Sarah Peyton i Arminy Kashtan.

Więcej informacji o warsztacie znajdziecie na naszym blogu: tutaj 
lub na stronie NVClab tutaj

sobota, 2 maja 2020

Lockdown jako szansa na dogadanie się z nastolatkiem na nowo

Autor: Aneta Stępień-Proszewska

Prawie dwa miesiące wszyscy razem pod jednym dachem 24/7.  To, co na początku wydawało się sytuacją nie do przejścia, teraz stało się oswojoną, a może nawet przyjazną codziennością. Czy aby dla wszystkich? 
Tak jak statek Diamond Princess stał się studium przypadku rozwoju koronawirusa, podobnie zamknięcie w domach to studium jakości rodzinnych relacji, w tym relacji między nami rodzicami a naszymi nastolatkami.

Bycie razem pozwala wiele rzeczy zobaczyć wyraźniej.

- Na ile jesteśmy w stanie się dogadać? 
O tym decyduje głównie to, czy widzimy się wzajemnie w tym, co każdy potrzebuje, aby dobrze funkcjonować na co dzień, wykonywać swoje obowiązki szkolne i zawodowe oraz mieć przestrzeń do odpoczynku i regeneracji. Rolę odgrywa także to, jak ze sobą rozmawiamy: czy są to rozmowy oparte na szukaniu porozumienia, czy raczej walka lub monolog z próbą wyegzekwowania racji. Czy mówimy o swoich potrzebach, czy wypowiadamy oczekiwania i pretensje. Czy dajemy informację zwrotną, jeśli coś nam przeszkadza lub nas boli, czy obwiniamy, krytykujemy i oskarżamy. Prosimy czy żądamy. Kiedy dziecko staje się nastolatkiem, to staje się wrażliwe na sposób, w jaki się do niego zwracamy. Chce szacunku i poważnego traktowania.

- Jak radzimy sobie z podziałem odpowiedzialności za wspólną przestrzeń?
Jak przebiega proces podziału obowiązków za utrzymanie domu w ładzie i porządku oraz wykonywanie innych obowiązków domowych (zmywarka, pranie, wieszanie, prasowanie, zakupy, wyprowadzanie psa itp). Czy zapraszamy nastolatki do wzięcia ich części odpowiedzialności i prowadzimy dialog wokół tego? A może rozkazujemy, narzucamy, wymagamy używając władzy? Albo powołujemy się na umowy, które tak naprawdę są jednostronnymi umowami? Wg Jespera Juula – wybitnego pedagoga, terapeuty rodzinnego i autorytetu w dziedzinie wychowania - kiedy dziecko kończy 12 lat jest w stanie samodzielnie zajmować się swoim praniem, prasowaniem, przygotowaniem sobie posiłków, dbać o wystarczającą ilość snu i wstawanie na czas oraz samodzielnie przemieszczać się komunikacją publiczną. Oczywiście potrzebujemy je do tego przygotować, kiedy potrzeba wspierać, nie rezygnując z tego, co dla nas ważne w aspekcie dbania o bezpieczeństwo. Jeśli jeszcze nie oddaliśmy nastolatkowi jego części odpowiedzialności za siebie, to teraz jest dobra okazja do zrobienia tego, a przy okazji angażowania w obowiązki na rzecz rodziny i budowania tym samym współodpowiedzialności.

- Na ile lubimy razem być ze sobą, cenimy swoje talenty, umiemy rozmawiać o pasjach, inspirować się nawzajem? Czy lubimy się wystarczająco, aby widząc się codzienne i spędzając ze sobą ponadprzeciętną ilość czasu, nadal cieszyć się swoją obecnością? 
Zamknięcie stwarza więcej okazji do spotkań i rozmów z domownikami, w tym nastolatkami. Mamy możliwość posłuchać, co myślą o tej sytuacji, jak ją sobie opowiadają, co czują oraz jak się w niej odnajdują. Możemy porozmawiać o rzeczach, na które normalnie nie ma miejsca w codziennym pospiesznym mijaniu się, zaciekawić się co ich obecnie pasjonuje, co trapi, co zaprząta myśli. Dowiedziałam się w ten sposób, że mój starszy 16-letni syn interesuje się świadomym śnieniem i prowadzi sennik, a młodszy 14-latek stworzył z kolegą sklep z używanymi ciuchami na Instagramie. Zamknięcie to okazja, żeby lepiej poznać nasze dorastające dzieci, pobyć razem w niespieszności i być może zachwycić się, jakimi pięknymi i mądrymi dorosłymi się stają.




- Na ile szanujemy potrzeby prywatności i przestrzeni dla siebie, które każdy, a tym bardziej poszukujące autonomii nastolatki, wyraźniej odczuwają w zamknięciu? 
Nastolatki bardzo cenią wolność i autonomię. Coraz więcej czasu spędzają za zamkniętymi drzwiami swoich pokoi, życzą sobie, aby pukać, kiedy chcemy tam wejść. Nieraz chcą nam opowiadać o sobie, pokazywać swoje tik-toki, relacje na insta (ale wtedy lubią to robić na swoich warunkach), a czasem kompletnie nie mają na to ochoty. I to jest ok. Jak każdy, mają potrzebę i prawo do prywatności oraz decydowania czym i z kim chcą się dzielić. A my z kolei mamy prawo się denerwować, jak nie wiemy, co robią, czy jak spędzają dużo czasu (według nas za dużo) w mediach społecznościowych i na komunikatorach, bo zależy nam na ich zdrowiu, bezpieczeństwie i kontakcie z rzeczywistością. Ponadto tęsknimy za kontaktem z nimi i dostępem do ich świata, którego mamy teraz znacząco mniej. Mamy więc nieraz pomysły by im te aktywności ograniczać lub kontrolować, reglamentować dostęp do internetu, zabraniać grać czy oglądać bez końca Netflixa. Robimy to z troski i z potrzeby upewniania się, że ich sposób spędzania czasu służy ich zdrowiu i rozwojowi. A to prowadzi do nieporozumień, bo jest odbierane przez młodych jako naruszanie ich granic i prywatności oraz brak szacunku i zaufania, które stają się na tym etapie bardzo ważnymi wartościami. Warto mieć to na uwadze i szukać rozwiązań, które działają dla obu stron. Bo nie chodzi o to, by na wszystko się zgadzać. W tym wieku czyha na młodych wiele pułapek, niedojrzały układ nagrody w mózgu nie umie jeszcze skutecznie odraczać przyjemności i popycha nastolatki do ochoczego spełniania zachcianek, a to powoduje, że łatwiej wpadają w uzależnienie. Warto im to uświadamiać, pokazywać te pułapki, odwoływać się do badań i wiedzy eksperckiej, ale też po prostu rozmawiać o tym, co nas niepokoi i o co chcemy dla nich zadbać.  Nasze dzieci potrzebują w tym wieku mądrych i empatycznych przewodników. Potrzebują rozmów, zainteresowania ich światem i jednocześnie uznania ich odrębności i poszanowania godności. Uważność na nietypowe sygnały w zachowaniu może być pomocna, a jednocześnie ważne jest podążanie drogą, na której podejmując działania, widzimy w dziecku drugiego człowieka i bierzemy pod uwagę jego potrzeby.

- Jak budujemy zaufanie do dojrzałości i samodzielności nastolatków w zakresie edukacji? 
Lubię sobie przypominać, że ja już byłam w szkole i zmagałam się z wszystkimi tego konsekwencjami, a teraz, kiedy moje dzieci są w szkole, to jest ich proces. Chcę im w tym procesie towarzyszyć i wspierać, jednak nie przejmować za nich odpowiedzialności. Nasze dzieci nieraz w życiu popełnią błędy, postąpią nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Warto je wspierać, dawać im wskazówki, a jednocześnie pozwolić im na potknięcia i niedoskonałość, oraz płynącą z nich naukę. W czasie dorastania nasze dzieci bardzo potrzebują zaufania i bezwarunkowej akceptacji. To z kolei wymaga od nas, dorosłych zmierzenia się z obawami i lękami, a jednocześnie przyjęcia, że nasze dzieci nie są nami. Podążają własną drogą, a wszelkie pomysły kontrolowania ich są ułudą, kosztującą nas wiele nakładów energii i nieporozumień oraz psującą relację.



Czas wspólnego zamknięcia pokazuje nam mocne i słabe ogniwa w stosunkach domowych, w tym w relacjach z nastolatkiem. Napięcia i trudne emocje można było rozładować w czasach przed pandemią spędzając czas poza domem - w pracy, w szkole, czy z przyjaciółmi. Można było przeczekać niewygodę, unikać konfrontacji czy konfliktów, próbować puścić w zapomnienie nieporozumienie lub czyjś zły humor czy focha. Takie strategie mogły działać krótkoterminowo, lecz w długim terminie nie prowadziły do budowania zaufania i relacji. Widzimy teraz tego efekty, bo jak mówi Jesper Juul, czas dorastania naszych dzieci to okres zwrotu z tego wszystkiego, co włożyliśmy wcześniej w tą relację, a zamknięcie pod jednym dachem bez możliwości stosowania strategii unikowych jeszcze wyraźniej to wybija. Możemy to przyjąć do świadomości i potraktować lockdown jako szansę na nowe otwarcie w tych relacjach. To może być okazja do zatrzymania się, przyjrzenia się temu, co działa i co nie działa, poddania refleksji rozumienie roli rodzica dorastającego młodego człowieka oraz dokonania świadomej decyzji, jak chcemy dalej kształtować tą relację. 

Bo warto o nią zadbać, aby już teraz móc czerpać radość ze wspólnego życia pod jednym dachem, a w przyszłości, gdy nasze dzieci dorosną mieć ze sobą dobry kontakt i móc czerpać ze współzależności i wzajemnego wsparcia. A dodatkowo bardzo tego potrzebują teraz nasze dzieci. Okres dojrzewania to bowiem dla nastolatków czas ich dookreślania się, budowania własnej tożsamości, odkrywania swojej drogi i pomysłów na życie. Aby przeżyć ten czas jak najlepiej potrzebują widzieć w swoich rodzicach nie wrogów, kontrolerów, poganiaczy czy służących, ale mądrych przewodników, ufającym im i ich wyborom, pokazujących sprawdzone ścieżki przez życie, stawiających przed nimi rozwojowe wymagania i wyzwania oraz wspierających w chwilach zwątpienia czy trudności.

Już w czerwcu zapraszamy na warsztat online: DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM. Będą to dwa dni praktyki i wzmacniania siebie w roli rodzica młodego człowieka, oparte na sprawdzonych narzędziach Porozumienia bez Przemocy, teorii przywiązania i wiedzy z zakresu neurobiologii (zmiany w mózgach nastolatków i ich konsekwencje na budowanie relacji). Serdecznie zapraszamy!

Zapisy poprzez NVClab: tutaj

Zapisy poprzez naszego bloga: tutaj

czwartek, 9 stycznia 2020

Bezpieczna więź drogą do spełnionego życia, swojego i naszych dzieci

To, jak w dzieciństwie spotykają dziecko najbliżsi, ma znaczący wpływ na to, jak będzie budowało relację z innymi w przyszłości. Gdy dziecko dorasta w atmosferze bezwarunkowej akceptacji, troski i ciepła, a jego potrzeby są zaspokajane lub brane pod uwagę, to tworzy ono bezpieczny styl przywiązania z rodzicami, a później w dorosłym życiu z partnerem i innymi osobami. 

Przywiązanie jest sposobem, w jaki budujemy relacje z innymi ludźmi. Twórcą teorii przywiązania jest John Bowlby, jego koncepcje rozwinęła  później jego współpracowniczka Mary Ainsworth.

Według teorii przywiązania wczesna relacja między najważniejszymi opiekunami (najczęściej rodzicami, matką) a dzieckiem oraz sposób, w jaki radzą sobie oni nie tylko z emocjami dziecka, ale też z własnymi emocjami, staje się znaczącym schematem naszego radzenia sobie z uczuciami, i co więcej wpływa na nasze postrzeganie innych ludzi i sposób budowania z nimi relacji (czyli schematy przywiązania). Wyróżniamy 4 modele przywiązania: bezpieczny oraz 3 pozabezpieczne, lękowe modele budowania więzi.
W bezpiecznym stylu przywiązania opiekunowie są wrażliwi na okazywaną przez dziecko potrzebę bliskości, co więcej odczytują sygnały wysyłane przez dziecko i podejmują działania prowadzące do zaspokajania przez dziecko potrzeb. Między opiekunami a dzieckiem płynnie przebiega komunikacja oparta na dostrojeniu i współpracy. To powoduje, że dziecko wie, że jest wartościowe, wierzy, że można ufać innym ludziom i ufa, że świat jest bezpiecznym miejscem. Wie, że może liczyć na wsparcie, ma gotowość próbować nowości i stawiać czoła wyzwaniom. Rozwija świadomość tego, co dla niego ważne – silne poczucie własnego „ja” i ciekawość na innych. W rezultacie czuje się dobrze ze sobą i w kontaktach z innymi.

Jeśli w dzieciństwie budujemy bezpieczne relacje z rodzicami, to w dorastanie wkraczamy z bardziej zintegrowanym mózgiem i możemy bardziej korzystać z integrującego się obszaru kory przedczołowej, która odpowiada za równowagę emocjonalną, dostrajanie się do innych ludzi, elastyczność oraz odporność psychiczną.

Unikająco-lekową więź tworzymy, gdy w pierwszych latach życia nie czuliśmy się zauważani ani bezpieczni w obecności swoich rodziców (albo przynajmniej jednego z nich, który sprawował główną nad nami opiekę). Uczymy się wtedy nie potrzebować bliskich osób, bo doświadczyliśmy, że nie mogliśmy na nich polegać, gdy najbardziej potrzebowaliśmy pocieszenia i bliskości. W rezultacie jesteśmy odłączeni od własnych emocji i potrzeb oraz czujemy się odseparowani od innych ludzi.   
Z kolei więź ambiwalentną dziecko nawiązuje w kontakcie z niespójnym, niestabilnym emocjonalnie lub intruzywnym rodzicem, w relacji z którym nigdy nie ma pewności, czy zostanie zauważone, a jego potrzeby, w tym potrzeba bezpieczeństwa zaopiekowane. Nie wie, czego się może po nim spodziewać, a uczucia rodzica zalewają świat wewnętrzny dziecka.
Czwarta odmiana więzi rozwija się, gdy rodzic wzbudza w  dziecku silny lęk (z powodu uzależnienia lub depresji lub innej dysfunkcji) albo gdy dziecko doświadcza silnej traumy lub zaniedbania w domu rodzinnym. Osoby o takiej więzi są rozbite wewnętrzne i mniej odporne psychicznie, mają trudności w nawiązywaniu udanych relacji oraz w zachowaniu równowagi emocjonalnej. 
Zrozumienie swojego stylu przywiązania z dzieciństwa jest niezwykle ważne. 
Bezpieczny styl przywiązania to wspaniały dar na początku życia i chciałybyśmy, by jak najwięcej ludzi doświadczało takich jakości w życiu. Jednocześnie mamy świadomość, że wśród nas, rodziców nastolatków jest wiele osób, które w relacjach z bliskimi i ważnymi dorosłymi nie zawsze, a może nawet całkiem rzadko doświadczali ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji.  

Na szczęście przeszłość nas nie determinuje. Badania i nasze osobiste doświadczenia pokazują, że możemy rozwinąć bezpieczny styl przywiązania także w dorosłym życiu. Nazywamy go wtedy nabytym bezpiecznym stylem przywiązania (ang. earned secured attachment). To jest bardzo dobra wiadomość, bo dzięki wypracowanemu poczuciu bezpieczeństwa nie tylko poczujemy się lepiej ze sobą, ale także będziemy mogli nawiązywać naprawdę głębokie relacje z partnerami, przyjaciółmi i własnymi dziećmi. Możemy rozwinąć zasoby, których nie dostaliśmy w przeszłości i w oparciu o nie budować bezpieczny styl przywiązania z własnymi dziećmi, a tym samym wspierać nasze nastolatki w rozwijaniu swojej tożsamości i poczucia bezpieczeństwa w świecie, w których wchodzą jako dorastający młodzi ludzie. Świadomy siebie, swoich emocji i potrzeb, umiejący dbać o siebie i budować relacje w oparciu o zaufanie i dialog, mamy jako rodzice więcej zasobów, by wspierać dziecko w jego procesie dorastania.



Jak wspierać budowanie nabytego bezpiecznego stylu przywiązania?
Jedną z odpowiedzi, opartą o narzędzia i podejście Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga, jest empatia dla siebie. Polega na obdarowywaniu siebie samego uwagą i życzliwością. I choć nieraz bywa to trudne, to wykonywane krok po kroku każdego dnia może być ważnym fundamentem (obok warsztatów, terapii, budujących relacji itp.) budowania dobrej, życzliwej relacji z samym sobą. To, ile możemy dać naszym dzieciom, uzależnione jest od tego, ile możemy dać sobie. Dlatego zapraszamy, by każdego dnia:

  •       Podziękować sobie samemu za trzy rzeczy, które doceniamy z danego dnia
  •       Mówić do siebie samego ciepłe i miłe słowa, otaczać się troską i zrozumieniem
  •       Obdarzać siebie empatia: 
    • mieć uważność na sygnały i doznania z ciała, dostrzegać je i poszukiwać za nimi uczuć
    • znając uczucia, poszukiwać potrzeb, o których te uczucia nas informują 
    • dbać o swoje potrzeby - brać je na poważnie pod uwagę, wnosić je do świata i dążyć do ich zaspokojeniana równi z potrzebami innych osób.
Dodatkowo, jeśli wyrośliśmy w unikającej więzi, to warto zacząć dostrzegać wszelkie, nawet subtelne sygnały świadczące o tym, że potrzebujemy bliskości. Możecie zadbać o tą bliskość zaczynając od tego, że podzielicie się swoimi uczuciami z bliską osobą. 

Jeżeli z kolei doświadczyliście w dzieciństwie ambiwalencji i chaosu emocjonalnego, to 
dobrym ćwiczeniem integrowania układu nerwowego będzie wyodrębnianie i nazywanie swoich wewnętrznych stanów emocjonalnych, może nawet prowadzenie dziennika i opisywanie w nim swoich przeżyć. 

Im bardziej bezpieczną więź będziemy w sobie rozwijać, tym bardziej bezpieczną przystań będziemy w stanie stworzyć dla naszych dzieci oraz zapewnić im solidny grunt w trakcie burzliwego i dezorientującego okresu dorastania.

Zapraszamy na edycję 2020 warsztatu DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM - 16-17 czerwca 2020  ( moduł I) oraz  22-23 września 2020 (II moduł)
Więcej o warsztacie TUTAJ





środa, 13 listopada 2019

Skąd się biorą erupcje złości u nastolatków i jak sobie z nimi radzić?

Autorki: Aneta Stępień-Proszewska i Joanna Berendt

Na pierwszą część pytania można odpowiedzieć jednym słowem: z bezsilności. Będzie ono opisywało zarówno jeden z dominujących stanów emocjonalnych, jakim podlegają nastolatki, jak i odwoływało się do mechanizmu powstawania złości.
Złość jest bowiem stanem emocjonalnym II  rzędu, którego doświadczamy wtedy, gdy do którejś emocji I rzędu, takich jak gniew, frustracja, smutek, strach czy poczucie krzywdy dołączy bezsilność lub bezradność lub niemoc (wg koncepcji ACT – Terapii Akceptacji i Zaangażowania). A tej nastolatki doświadczają często, z wielu powodów. 
Po pierwsze przechodzą fundamentalną wewnętrzną rewolucję swojego ustroju – przeobraża się ciało, począwszy od widocznych zmian fizycznych, poprzez intensywnie działające hormony i budzącą się seksualność, aż po przebudowę mózgu i związane z tym wahania nastrojów i zwiększoną emocjonalność. Te zmiany wywołują u nich często zaskoczenie, czasem pomieszanie i dezorientację, nierzadko zawstydzenie, czy wręcz niechęć. Jednocześnie, jako że doświadczają tego wszystkiego po raz pierwszy, to jest to dla nich z perspektywy wewnętrznych przeżyć mocno nieprzewidywalne. Często bywają zagubieni, nie rozumieją, co się z nimi dzieje, przepełniają ich emocje, z którymi nie potrafią sobie poradzić i wchodzą w bezsilność. A ta, domieszana do zagubienia lub frustracji, jak iskra wzbudza złość.
Ponadto zmienia się ich świat wewnętrzny i to, co jest dla nich ważne. Wychodzą z dziecięcej zależności od nas rodziców i powoli odklejają się od gniazda rodzinnego. Coraz bardziej identyfikują się ze swoimi rówieśnikami, chcą z nimi spędzać czas, znajdują tam bezpieczną przystań i przyjaciół, którzy towarzyszą im w trudnym okresie zmian. Mniej potrzebują ochrony i troski, którą im dotychczas zapewnialiśmy,  a bardziej zaufania, autonomii i samostanowienia, które są kluczowe, aby poznawać świat, w którym przyjdzie im samodzielnie żyć, sprawdzać siebie i swoje możliwości oraz budować swoje poczucie sprawczości. Dlatego upominają się o te potrzeby  i chcą od nas zaufania i coraz większej wolności. Jeżeli nie mamy świadomości i zrozumienia dla rozwojowego charakteru tych przemian i stwarzamy przeszkody na drodze do ich realizacji, to naszymi zakazami i reakcjami wywołujemy w młodych gniew, do którego w miarę utrzymywania się naszego oporu dołącza niemoc i wulkan złości wypala. Jeśli sytuacja jest intensywna to nastolatek ‘bucha’ wściekłością, a w krańcowych przypadkach, kiedy poczucie bezsilności i niemocy narasta, może pojawić się też furia.






Ze złością trudno jest walczyć, jeszcze ciężej ją wyciszyć. Jest bowiem aktywnym stanem pobudzenia emocjonalnego, spowodowanym przez reakcję układu limbicznego, który trwa od 7 do 25 minut. W tym czasie nasza kora przedczołowa, odpowiedzialna za świadome i racjonalne myślenie, analizowanie sytuacji i wyciąganie wniosków, jest odłączona i żadne próby rozmowy, upominanie czy uciszanie nie odniosą rezultatu w tym czasie, bo „wewnętrzy gad” się obudził i szaleje (za emocje pierwotne odpowiedzialna jest część mózgu, zwana mózgiem gadzim ;-)). Złość jest, w odróżnieniu od zimnego i pasywnego gniewu, emocją gorącą i energetyczną, która jak lawa potrzebuje właśnie tych 7 do 25 minut, żeby wybuchnąć i ostygnąć. Jeśli nie wybuchnie, czyli nie zostanie wyrażona na zewnątrz (na przykład dlatego, że nie ma na nią przyzwolenia w rodzinie), to zostaje z tym samym impetem ‘wepchana’ w trzewia, co nie pomaga i wywołuje z czasem reakcje somatyczne jak bóle brzucha. 



Dlatego warto jest pozwolić nastolatkowi wyrazić złość w sposób nie przekraczający naszych, czy innych członków rodziny, granic. Uspokoić go może uznanie tego stanu i nazwanie emocji, ale co do zasady, to trzeba po prostu te kilka do kilkunastu minut odczekać, aż złość opadnie i przeistoczy się znowu w gniew czy frustrację, bo z tymi emocjami już możemy sobie poradzić.
Zgodnie z taoistycznym powiedzeniem „Witaj gniewie, co przynosisz?”, gniew jest sygnałem, że ktoś naruszył granicę lub coś zagraża ważnej wartości lub potrzebie naszego dorastającego człowieka. Gniew daje o sobie znać najczęściej w jednej z trzech sytuacji:
  1. Kiedy naruszone jest poczucie godności lub poczucie własnej wartości, najczęściej gdy nastolatek słyszy coś, co uznaje za umniejszające, obraźliwe lub zawstydzające.
  2. Kiedy potrzeba autonomii i niezależności jest sfrustrowana, czyli np. kiedy dopytujemy o oceny, nie pozwalamy wyjść z domu spotkać się z przyjaciółmi lub decydujemy za młodego, jakie spodnie mu kupić.
  3. Gniew stoi także na straży sprawiedliwości. Pojawia się na przykład wtedy, gdy dziecko ma poczucie, że jest niesłusznie oskarżane, lub gdy uważa, że podział obowiązków domowych między nim a rodzeństwem jest nierówny lub gdy przywileje są nierówno rozdzielane, np. pozwalamy na coś starszemu dziecku, a młodszemu nie.
Koło ratunkowe, jakie możemy dziecku (i sobie) rzucić, kiedy jest w gniewie, to danie mu empatii poprzez próbę zgadnięcia o co chodzi, nazywając uczucia i potrzeby.
Możemy więc spytać, w zależności od kontekstu:
„Denerwujesz się jak nie zgadzam się na twoje wyjście z domu o tej porze, bo bardzo ci zależy, aby spotkać się dziś jeszcze z kolegami?”
lub „Irytujesz się, kiedy pytam czy ogarnęłaś lekcje, bo chcesz sama decydować o swojej nauce?”
albo „Wkurzasz się, gdy proszę abyś wyszedł z psem bo już dzisiaj byłeś z Melą i chcesz równego podziału obowiązków w domu?”.
Jeśli twoje  pytanie empatyczne jest trafione, to najlepszym dowodem na to będzie uspokojenie rozgniewanej istoty, co zobaczysz zarówno w reakcji werbalnej: „No tak!” lub „Dokładnie!” albo „Mniej więcej o to chodzi”, jak i w młodym ciele, które się wtedy zazwyczaj rozluźnia. Warto próbować! To bardzo potrzebne wsparcie, jakie możesz dać swojemu dorastającemu dziecku w okresie, kiedy czuje się najbardziej pogubione, zdezorientowane i bezradne.

Okazanie empatii nastolatkowi czyli docieranie do uczuć i potrzeb młodego człowieka wcale nie oznacza, że zgadzamy się na to, czego chce. Proponowane przez młodych (a nieraz nie proponowane, ale oczekiwane czy żądane) rozwiązania mogą nam nie pasować. Dzięki empatii odchodzimy od konkretnych rozwiązań, które w Porozumieniu bez Przemocy nazywamy strategiami, i sięgamy do uniwersalnych ludzkich potrzeb. Co więcej odchodzimy od walki i działania w paradygmacie stawiania na swoim czy udowadniania racji, na rzecz zatrzymania się i zwrócenia się ku relacji i kontaktowi. Gdy pokażemy nastolatkowi, że to co mówi szanujemy, co więcej, że mamy uważność na jego potrzeby i jednocześnie ważne jest dla nas wzięcie naszych potrzeb pod uwagę, powstanie przestrzeń zapraszająca do szukania rozwiązania „win-win”. Nie zawsze to jest proste i nie zawsze od razu działa. Młodzi ludzie mają bowiem w kontaktach z dorosłymi wiele doświadczeń, gdy ich potrzeby nie były brane pod uwagę, a dorośli chcieli postawić na swoim za wszelką cenę, wykorzystując rolę, władzę, autorytet (choćby w szkole, lecz nieraz i my rodzice robimy to we wcześniejszych latach życia dziecka). I teraz, gdy zapraszamy nastolatka do przestrzeni dialogu i szukania rozwiązań uwzgledniających i potrzeby jego i nasze, trudno mu zaufać, że to, co dla niego ważne naprawdę jest widziane i brane pod uwagę. Ten proces wymaga czasu i wzajemnego pokazywania sobie, że w szukaniu rozwiązań jesteśmy partnerami i chcemy znaleźć takie, które uwzględni obie strony, a nie postawić na tym, co ważne dla rodzica.

Najbliższy warsztat o budowaniu relacji z nastolatkami w oparciu o Porozumienie bez Przemocy 11-12.11.2020 w Warszawie. Więcej szczegółów i zapisy tutaj.




niedziela, 31 marca 2019

Zmienny nastolatek

Autorki: Joanna Berendt i Aneta Stępień-Proszewska

Niemal każdego dnia spotykając swoje nastoletnie dziecko, spotykamy nową osobę – tak bardzo się zmienia zarówno fizycznie, jak i wewnętrznie. Zmienia się jego emocjonalność, mentalność oraz stosunek do siebie i do innych ludzi. O ile zmiany fizyczności takie jak intensywny wzrost i przyrost wagi, powiększenie piersi u dziewcząt, pojawienie się zarostu u chłopców oraz trądziku i pryszczów u obu płci są łatwe do zaobserwowania i przebiegają szybko, o tyle przemiany wewnętrzne są mniej widoczne i postępują stopniowo, dając się poznać głównie w formie niespodziewanych i nowych zachowań.  
To co jednego dnia dla nastolatka jest „ok”, innego dnia jest nie do przyjęcia. Zmienia mu się styl, zaczyna słuchać innej muzyki, poznaje nowych przyjaciół, z którymi zaczyna się identyfikować, co ma wpływ na jego przekonania, preferencje i sposób bycia. Wczoraj miał ochotę się przytulać i pogadać, a dzisiaj warczy i nie wpuszcza rodzica do swojego pokoju. Walczy o swoją niezależność i autonomię upierając się przy własnym zdaniu na dany temat, a chwilę później przychodzi i prosi o załatwienie dla niego jakiejś ważnej sprawy.
Rówieśnicy stają się nowym wzorem do naśladowania, a rodzice obiektem bezlitosnej często krytyki.
To nie są miłe i łatwe dla nas rodziców sytuacje – stąd na warsztatach zapraszamy rodziców nastolatków do rozmów o tych doświadczeniach, by się w tych trudnych dla nas momentach wzajemnie wspierać i inspirować. 
A jednocześnie uświadamiamy, że takie sytuacje będą się pojawiać, bo są normalnym etapem rozwoju dorosłego człowieka. Obcując z nastolatkiem, potrzebujemy umieć radzić sobie ze stresem i napięciami, jakie one generują sięgając do swoich umiejętności i uruchamiając pokłady empatii.  Gdy komunikujemy się z młodym człowiekiem w empatyczny sposób, dajemy mu poczucie, że jest rozumiany, a to jest jednym z najważniejszych aspektów poczucia bezpieczeństwa, tak potrzebnego do harmonijnego rozwoju oraz fundamentem bliskich i wspierających relacji.
To bowiem, czego w tym czasie potrzebuje nastolatek najbardziej to obecności świadomego, akceptującego dorosłego, który pomoże mu być i radzić sobie z tymi emocjami, które się w nim pojawiają, okazując zrozumienie, a nie będzie dolewał oliwy do ognia, wypowiadając zdania typu: „Za moich czasów…”, „Nie powinno się…”, „Jak to możliwe, że jak zwykle…”, „Ty znowu …”. 


(Czasy w których żyją nasze nastolatki teraz są drastycznie inne od czasów w których my się wychowywaliśmy. Oni nie są w stanie wyobrazić jak jest przeżyć dzień bez Internetu jak wiec mogliby zrozumieć, że my Internetu nie mieliśmy wcale. Usłyszałam ostatnio anegdotę o mamę, która powiedziała do 14 letniego syna: „Za moich czasów nie było Internetu” a zaniepokojony nastolatek odpowiedział: „Jak długo?”)

Zamiast tego pomóżmy mu nazwać to, co się z nim dzieje, nazwać emocje, które nim owładnęły i poszukać słów na opisanie jego przeżyć wewnętrznych. To bowiem uspokoi mózg i pozwoli wejść z powrotem na wyższy, bardziej zintegrowany sposób funkcjonowania umysłu.  Następnie pomóż dorastającemu dziecku przeanalizować tę sytuację i wziąć za nią odpowiedzialność. Pomocne mogą być niektóre z poniższych pytań:
  • Jak się teraz masz? Jak oddychasz? Jak reaguje Twoje ciało: moje jest napięte , smutne a może jeszcze coś innego się pojawia?
  • Co cię doprowadziło do utraty panowania nad sobą?
  • Dlaczego ta sytuacja tak Cię zdenerwowała? 
  • Po czym mogłeś poznać, że coś cię poruszyło? 
  • Na ile zdawałeś sobie sprawę, że wchodzisz w ten stan? 
  • Co możesz zrobić następnym razem, aby tego uniknąć? 
  • Jak możesz teraz naprawić skutki twojego wybuchu?
Warto jednak pamiętać, że nie nauczymy dziecka jak być dorosłym. Dorosłość to umiejętność radzenia sobie z różnymi życiowymi sytuacjami, której każdy człowiek musi nauczyć się sam, odkrywając przy tym własną, niepowtarzalną osobowość i rozwijając nowe przekonania i umiejętności. Ważne, aby przy  czuł się bezpiecznie i wiedział, że jest kochany i akceptowany, bo to stworzy przestrzeń do refleksji i rozwijania samoświadomości oraz wzmocni jego samoocenę i pewność siebie.


Najbliższy warsztat o budowaniu relacji z nastolatkami w oparciu o Porozumienie bez Przemocy 3-4 grudzień 2019 w Warszawie. Więcej szczegółów i zapisy tutaj.


środa, 20 marca 2019

Nastoletni egocentryzm

Autorki: Joanna Berendt i Aneta Stępień-Proszewska

Jedną z istotnie irytujących nas - rodziców cech nastolatków, która zaczyna się wyraźnie manifestować w okresie, kiedy latorośl zaczyna dorastać i demonstrować nowe zachowania, jest maksymalne skupienie na sobie. Ja, moje, mnie, o mnie, przy mnie – moje jest najważniejsze i chcę, by było po mojemu – wypowiadane wprost lub ukryte, zamaskowane, niewypowiedziane, a przejawiające się w działaniu.

Bywają dni, a nawet dłuższe okresy, kiedy nastolatek spędza większość czasu w swoim pokoju, zajęty swoimi sprawami. Wychyla stamtąd głowę tylko wtedy, gdy jest głodny lub czegoś od nas chce. Odmawia  uczestnictwa we wspólnych wyjściach, spacerach czy wydarzeniach rodzinnych, nie reaguje na prośby o pomoc w obowiązkach domowych, mało obchodzi go to, co słychać u pozostałych domowników. Tym, co mówi i jak się zachowuje robi wrażenie osoby, którą obchodzi tylko lub głównie ona sama. Lub też zamyka się w hermetycznym własnym świecie. Na szczęście nie na zawsze, lecz na chwilę, tylko te chwile niejednokrotnie trwają dłużej niż rodzic jest gotów przyjąć. Wówczas pojawiają się napięcia w relacji, a w głowie rodzica może rozkręcać się z chwili na chwilę wewnętrzy teatr mentalny, brzmiący choćby tak: „No, teraz to już naprawdę przesadza…”, „Nawet w hotelu goście mówią więcej do obsługi, tak nie może już dłużej być…”, „Muszę jakoś zareagować, zachowuje się, jakby świat poza nią przestał istnieć..”
Bardzo często nastolatek także „zapomina,” na co się z rodzicami czy innymi domownikami umówił, nie robi tego, co powiedział, że zrobi. Także nauczyciele narzekają, że młodzi koncentrują się na sobie, nie widzą i nie doceniają wysiłków nauczycieli oraz zachowują się w ich odbiorze lekceważąco. Na próby zwrócenia uwagi reagują często zdziwieniem, że w ogóle czegokolwiek ktoś od nich chce lub oburzają się, że dorośli się bezpodstawnie czepiają. Szokuje nas to i boli. Trudno rozpoznać swoje dziecka w tych zachowaniach. Odnosimy wrażenie, że zaszło jakieś nieporozumienie, w wyniku którego nasze towarzyskie, empatyczne i współpracujące dotychczas dziecko przepoczwarzyło się w odludka i egocentryka.

Odpowiedzią na takie wyzwania rodzicielskie jest empatia dla siebie, budowanie chwila po chwili kontaktu ze sobą. Gdy się wściekamy jako rodzice, gdy ogarnia nas zdziwienie czy szok w reakcji na zachowania  dorastającego dziecka czy jego słowa, zatrzymajmy się, by zobaczyć co dokładnie się w nas w tych sytuacjach dzieje:
èJak w danym momencie reaguje nasze ciało? (gdzie jest spiętę, gdzie czujemy przypływ energii, gdzie ucisk itp.)
èZauważmy myśli i oceny pojawiające w naszej głowie. Ten teatr mentalny może nie oddaje całkowicie i obiektywnie rzeczywistości, ale jest bardzo ważną informacją o tym, co w danej chwili jest dla nas ważne, za czym tęskni nasze serce.
èZauważywszy myśli, poszukajmy o jakich ważnych potrzebach one nam przypominają - może to być potrzeba kontaktu, potrzeba bycia widzianym i uwzględnianym, może chodzi o wzajemność, być może o troskę i pewność, że poprzez nasze działania przyczyniamy się do wychowania wrażliwego i empatycznego młodego człowieka.
Tyle ważnych jakości, o które chcemy zadbać i o których przypominają nam nasze myśli, również te: „No chyba go za chwilę uduszę…”


To, czego w tym wieku nastolatek najbardziej potrzebuje to zrozumienia, że jego zachowanie nie wynika ze złej woli czy egoizmu, tylko z psychologii ewolucyjnej i specyfiki dojrzewającego mózgu. Niedojrzałość kory przedczołowej wyjaśnia, dlaczego dorastający chłopcy i dziewczyny zawsze nie liczą się z tym, że ich zachowanie może być naprawdę trudne  dla rodziców czy nauczycieli. To właśnie ten obszar mózgu odpowiada także za świadomość cudzych uczuć. Neurolodzy z University College w Londynie pod kierunkiem dr Sarah-Jayne Blakemoresprawdzili, na ile niedojrzałość tej części kory mózgowej przeszkadza empatii u nastolatków. Zadawali im pytania wymagające rozumienia emocji innych (np. „Jak czułby się człowiek, którego nie zaprosiłbyś na przyjęcie?”) i patrzyli, jak szybko chłopcy i dziewczęta udzielą na nie odpowiedzi. Młodzi robili to o wiele wolniej od dorosłych – na przeanalizowanie, jak czują się inne osoby w niemiłej dla nich sytuacji, niedojrzała kora przedczołowa potrzebuje kilkakrotnie więcej czasu, twierdzą autorzy badań.

Ważne, abyśmy jako rodzice mieli tę świadomość i umieli zobaczyć w naszym nastolatku człowieka, który dopiero dorasta i którego układ nerwowy jest jeszcze w fazie rozwoju. Nieraz pogubionego. Nieraz niepewnego. A nieraz tak pewnego siebie i skupionego na swoich młodzieńczych rozterkach, że zapomina o innych. A innym razem z kolei wrażliwego, skłonnego do pomocy i gotowego zrobić nam herbatę i porozmawiać, jak nam minął dzień.


Najbliższy warsztat o budowaniu relacji z nastolatkami w oparciu o Porozumienie bez Przemocy 18-19 czerwca 2019 w Warszawie. Więcej szczegółów i zapisy tutaj.