poniedziałek, 21 września 2020

Dlaczego młodzi nie chcą z nami rozmawiać?

 Autor: Aneta Stępień-Proszewska


W relacjach z naszymi dorastającymi dziećmi są i takie, trudniejsze dni: Nastolatek wchodzi do domu. Rzuca w kąt plecak. Nie ma śmiechów, nie ma jazgotu jak za dawnych lat. Mija nas i idzie do swojego pokoju. Długo oglądasz zamknięte drzwi. Albo pojawia się zamyślony, zadajesz pytanie i jest cisza. Albo „Ok” czy „W porzo”. I tyle.

 Znasz to poczucie niepewności, niepokoju, czy zniecierpliwienia i tęsknotę za spontanicznym, jakby bezwysiłkowym kontaktem? Za dzieleniem się, za rozmowami, za byciem razem w tu i teraz?

 

W okresie dorastania dziecko nieraz staje się milczące, jakby mniej obecne. Nie tylko samo z siebie niewiele mówi, ale też odpowiada na pytania czy zachęty dorosłych zdawkowo, urwanymi zdaniami czy półsłówkami. Masz nieraz wrażenie, że Twoje słowa wpadają w przepaść. Jeszcze niedawno wiedziała/eś o nim wszystko, a teraz masz poczucie, że nie wiesz nic. Tak, jakby zamknęły się jakieś drzwi do jego świata… Trudno się czegoś dowiedzieć, niełatwo być w kontakcie, niemożliwe staje się usłyszenie jakiejś relacji, czy porozmawianie o czymś do końca, z poczuciem wyczerpania tematu.

 

Powodów tego stanu rzeczy może być wiele. 

Przeczytałam gdzieś, że dobrze przeżyty okres dojrzewania to niepozbawiony dostrzegalnych rezultatów kryzys, który przeorganizowuje relacje między rodzicami a dzieckiem. Wolę myśleć o tym czasie jako o transformacji czy burzliwej fazie przejścia pomiędzy dwoma światami. Bo choć między rodzicami a nastolatkami dochodzi do swego rodzaju osłabienia więzi, to w istocie rzeczy chodzi tutaj o zapotrzebowanie na nowy rodzaj relacji. Jesper Juul mówił, że gdy dziecko wchodzi w dorastanie, wtedy kończy się wychowanie. Nasze próby dyscyplinowania, kontrolowania i edukowania przestają działać. Dziecko coraz bardziej staje się siebie świadome i samodzielne, także w myśleniu o świecie. Formułuje swoje własne poglądy, krytycznie weryfikuje to, co słyszy, coraz więcej rozumie. Także my i nasze zachowanie podlegają przez niego weryfikacji. W jej efekcie, albo przyjmuje nasze wartości i chce z nami gadać, ale je odrzuca i szuka autorytetów i punktów odniesienia gdzieś indziej. Potrzebuje nas teraz bardziej do towarzyszenia mu w tej drodze stawania się sobą i oświetlania ciemnych zakamarków, niż by go dalej prowadzić za rękę. Świadomie wybiera, jak każdy z nas w relacji, kiedy może zaufać i się chce dzielić z nami sobą i swoim światem, a kiedy chce nas od niego oddzielić. I na początku, dopóki nie zbudujemy zaufania w nowej roli – rodzica nastolatka, raczej nas trzyma za drzwiami. 




 

Zaskoczenie.

Wiek dojrzewania jest rewolucją z perspektywy młodej dziewczyny czy chłopaka. Są zadziwieni tym, czego doświadczają, bo tego do tej pory nie znali lub nie przeżywali w takim natężeniu. Nowe reakcje,  nie zawsze pożądane zmiany, burzliwe emocje, widzenie i rozumienie więcej z otaczającego świata oraz związane z tym, nie zawsze przyjemne refleksje. Nastolatek jest tak zaskoczony, tym co się z nim dzieje, że milczy. Albo też cenzuruje to, co przed chwilą przeżył, uważając, że „o tym się nie mówi”. Czasem wybiera strategiczne milczenie – decyduje, że nie będzie rozmawiał o tym, co u niego z rodzicami, bo to zbyt ryzykowne.

 

Poczucie obcości.

Nastolatek patrząc na siebie w lustro i słysząc, co mówi, sam jest często zdziwiony. Tak bardzo się zmienia, wydaje się sam siebie nie poznawać. Z jednej strony widzi to samo swoje ciało, z drugie zmieniające się narządy płciowe, rosnące piersi, pojawiający się zarost. Widząc swoje odbicie, nie do końca się rozpoznaje, ma poczucie swego rodzaju obcości: „To ja, a jednak nie ja..”. Inaczej też doświadcza siebie wewnętrznie, raz jest w dziecięcej ekscytacji lub smutku, a raz w dorosłej zadumie i wglądzie. Obie te tożsamości: dziecięca i dorastająca nachodzą na siebie, co wywołuję zagubienie i poczucie pomieszania. To, oraz poczucie obcości są niemożliwe do wyrażenia słowami.

 

Zmęczenie. 

Nierzadko słyszymy od naszych dzieci, że są zmęczone i nie mają siły gadać. I nic dziwnego - w ich mózgach odbywa się totalna przebudowa. To tak, jakby latał szalony ogrodnik i przycinał neurony, które nie są używane, a te, które są w użyciu, przechodzą mielinizację, otaczając się grubszą osłonką mielinową, dzięki czemu szybciej i sprawniej przewodzą impulsy i sygnały między aksonami, co znacznie powiększa sprawność działania mózgu. Te wszystkie procesy konsumują dużo energii. Jednocześnie limbiczna część mózgu, a szczególnie ciało migdałowate są nadaktywne, co powoduje, że nastolatek jest hiper-reaktywny i bardzo emocjonalny. Bardziej czuje niż myśli, co więcej, te emocje nie dość, że są intensywne, to jeszcze się zmieniają dość dynamicznie. Więc tak naprawdę w naszych dorastających dzieciach przetaczają się burze emocjonalne, które je zalewają, przytłaczają i konfundują. A ponieważ nie sposób im czasem objąć tej złożoności, a tym bardziej jej wyrazić, to są w zagubieniu. Albo odrętwieniu. A czasem w szoku. Tak, czy inaczej zmęczenie intensywnością.

 

Brak zaufania.

Nierzadko nastolatek z nami nie rozmawia, bo nie wierzy, że to, co powie zostanie potraktowane poważnie, z szacunkiem i wzięte pod uwagę. Szczególnie jeśli doświadcza instrumentalnego, lewopółkulowego języka i to, co słyszy to instrukcje, oceny, oczekiwania i żądania. Im więcej tego jest, tym bardziej traci nadzieję na porozumienie i wycofuje się z relacji, albo walczy o siebie, kiedy jest mu coś narzucane, czy w inny sposób cierpi jego rodząca się podmiotowość i autonomia.





  Jak usłyszeć, czego nastolatki nie mówią? Jak być w kontakcie, kiedy jest tak trudno o rezonans?

  • Nie napierać, tylko zrobić przestrzeń i być blisko. Dać znać, że jesteś gotowa/y posiedzieć razem w milczeniu lub wysłuchać. A potem włączyć cierpliwość. 

  •  Jak mówi, to nie pouczać, strofować czy doradzać, tylko po prostu słuchać z ciekawością.  

  • Być w kontakcie z intencją towarzyszenia, a nie wychowywania. Odzwierciedlić, powtórzyć, co młody powiedział swoimi słowami, spróbować zrozumieć, jak to jest być nim/nią i doświadczać ich życia.  

  • Uszanować ich potrzebę prywatności i nie robić śledztw czy dochodzeń, kiedy dziecko stawia granicę i chroni to, co dla niego intymne i delikatne. Ma prawo, jak każdy, do prywatności i własnej przestrzeni.

  • Uszanować prawo do tajemnicy i sekretów. Też je mamy. Każdy z nas ma w swojej psychice i jej ekspresji mniejszy lub większy obszar, który skrywa za fasadą. Chronimy się w ten sposób przed wstydem, zmniejszamy ryzyko utraty twarzy, wyśmiania czy wyszydzenia. Nastolatki szczególnie są w swojej kruchości na to wrażliwe. 

  • Okazywać zrozumienie i empatię dla ich stanów zagubienia, dezorientacji czy chaosu wewnętrznego. Uznać ten stan i pomóc im nazwać przeżywane emocje, aby tym samym pomóc je uspokoić. „Jesteś milczący, bo trudno Ci jest ogarnąć to wszystko, co się w Tobie dzieje?”, „Nic nie mówisz, bo czujesz się przytłoczony i nie znajdujesz słów?”

Jeśli uszanujemy milczenie naszych dorastających dzieci i pomożemy im oswoić się z tym, co przeżywają, zrozumieć co się z nimi dzieje, a przede wszystkim radzić sobie z intensywnością emocjonalną, dezorientacją i szokiem związanym z doświadczanymi przemianami, łatwiej im i nam będzie przejść przez ten czas, wzmocnią się więzy, a z czasem powrócą rozmowy i bycie ze sobą w kontakcie i przepływie.

Zapraszamy na kolejną edycję warsztatu DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM 11-12 listopada 2020. Będą to dwa dni praktyki i wzmacniania siebie w roli rodzica młodego człowieka, oparte na sprawdzonych narzędziach Porozumienia bez Przemocy, teorii przywiązania i wiedzy z zakresu neurobiologii (zmiany w mózgach nastolatków i ich konsekwencje dla budowanie relacji). Serdecznie zapraszamy!

Zapisy poprzez naszego bloga: tutaj

 

sobota, 8 sierpnia 2020

Bycia rodzicem nastolatka też trzeba się nauczyć

  

Gdy nasze dzieci są małe i płaczą, szukamy pomocy. Czytamy poradniki, niektórzy z nas chodzą na warsztaty, sięgają po opinie specjalistów. Często też wymieniamy się doświadczeniami z innymi rodzicami. Bo przecież pojawienie się dziecka w rodzinie to duża zmiana. Poprzedza ją szykowanie wyprawki, dobieranie wózeczka, łóżeczka itp. – w końcu w domu pojawi się nowy, mały człowiek. Większość z nas wie, że będzie potrzebować czasu, wiedzy, a może i wsparcia, by nauczyć się dogadywać z tym małym człowiekiem. Potrzebujemy nauczyć się jego rytmu dobowego, jego preferencji, czytania jego potrzeb, które przekazuje nam pojękiwaniem, płaczem, śmiechem, mimiką. 

Podobnie się ma rzecz, gdy w domu pojawia się nastolatek. Zapytasz może: serio, to aż taka wielka zmiana? My wierzymy, że tak! Jedyny kłopot - mało tę zmianę celebrujemy, mało zazwyczaj dajemy jej uwagi i niewiele o niej wiemy.

 

Kiedy w domu pojawia się nastolatek, który niby wygląda jak nasze dziecko z poprzednich etapów rozwojowych, to tak naprawdę mamy w domu nowego członka rodziny - z nowymi potrzebami, nowymi preferencjami, nowym stylem życia. Potrzebujemy się na nowo poznać, oswoić i dogadać.

Wydaje się, że teraz jest łatwiej, bo nastolatek przecież umie mówić, komunikuje się z nami i rozumie, co się do niego mówi. Ale, czy aby na pewno? Często w tym wieku młodzi ludzie mówią jakby kodem albo niewiele mówią i potrzebujemy docierać do sedna poza słowami, zachowaniami czy minami. Potrzebujemy umieć zaglądać w ich serce i dostrzegać w nich piękno potrzeb, by nadal ich wspierać, kochać i obdarzać bezwarunkową akceptacją.

Okres dorastania dzieci to taki sam nowy etap w życiu rodziny, jak narodziny dziecka - wymaga czasu na dostosowanie się do niego, rozpoznanie, naukę. Nasze dzieci wchodzą w etap, w którym potrzebują lepiej poznać siebie, dookreślić swoją tożsamość, przestać być „córeczką mamusi czy tatusia”, „synkiem swoich rodziców” i stać się sobą – osobną, choć oczywiście osadzoną w systemie danej rodziny, jej doświadczeniach i wartościach, jednostką. My rodzice stajemy się niemal z dnia na dzień rodzicami młodego dorosłego, który jest na ostatniej prostej w swoim procesie stawania się dorosłym. Wszyscy się zmieniamy.

Gdy w moim domu po raz pierwszy zamieszkał nastolatek, kupiłam plakietkę na ścianę „Teenager in the house, Brain under construction” (W tym domu mieszka nastolatek. Uwaga: mózg w przebudowie!) w celu wspólnego celebrowania nowego etapu, a także codziennego przypominania sobie o jego wpływie na nasze rodzinne życie. 

 


 

Ta tabliczka była przyczynkiem do wielu rozmów z moja córką o specyfice bycia nastolatkiem, o zmianach w mózgu, w ciele, w naszej relacji. Także o moim odnajdywaniu się w swojej roli rodzica tego samego, a jednak innego dziecka, aby móc w niej tak samo dobrze rozumieć i wspierać ją, dorastającą. Inaczej niż wtedy, gdy była małym dzieckiem.

Pamiętam, że byłam wtedy dość samotna w temacie bycia mamą nastolatki. Większość znajomych miała znacząco młodsze dzieci. Potrzebowałam innych rodziców nastolatków do rozmów, wymiany doświadczeń, wspólnego szukania odpowiedzi na pojawiające się pytania i wyzwania. Tak połączyły się nasze drogi z Anetą i tak powstał pomysł najpierw bloga, a później warsztatów „Dorastać z nastolatkiem”. Doświadczanie przemian naszych nastoletnich dzieci razem, dzielenie się emocjami z nowych, czasem szokujących sytuacji i wspieranie się w chwilach frustracji pomogły, i wciąż pomagają nam, przeżyć ten czas dorastania naszych dzieci, uczyć się z niego i nawet cieszyć się nim.  Dlatego stwarzamy teraz taką przestrzeń nauki, wymiany i wzajemnego wsparcia dla innych rodziców nastolatków.  Abyście mogli przejść przez ten okres dojrzewania dzieci z większym spokojem. Byście mieli szansę zobaczyć w tej zmianie ku nowemu i często nieznanemu, jaką nasze rodziny i my sami przechodzimy, zupełnie normalny i naturalny, służącemu życiu etap. Potrzebne nam są teraz nowe kompetencje, ale też wsparcie ludzi mierzących się z podobnymi wyzwaniami. To pozwala poczuć wspólnotę doświadczeń, daje możliwość bycia wysłuchanym z tym, co w sercu i w głowie, bez słyszenia rad, krytyki i bez pouczania - z uważności, empatią i ciekawością. W rezultacie daje ulgę i większy spokój.

 

Zapraszamy więc na kolejną edycję warsztatu DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM 11-12 listopada 2020. Będą to dwa dni praktyki i wzmacniania siebie w roli rodzica młodego człowieka, oparte na sprawdzonych narzędziach Porozumienia bez Przemocy, teorii przywiązania i wiedzy z zakresu neurobiologii (zmiany w mózgach nastolatków i ich konsekwencje dla budowanie relacji). Serdecznie zapraszamy!
Zapisy poprzez naszego bloga:
 tutaj

 

Od września ruszamy także ze spotkaniami grupy wsparcia w formule teleklas online dla tych rodziców nastolatków, którzy już byli na naszych warsztatach i potrzebują praktyki, bieżącej wymiany doświadczeń i inspiracji oraz wskazówek od nas do konkretnych sytuacji.  Szczegóły wkrótce.

 

niedziela, 19 lipca 2020

Sprzeciw - tak! Ważne tylko jak.

W miarę jak w naszych relacjach z nastoletnimi dziećmi przestają działać sprawdzone metody wychowawcze i znane sposoby dogadywania się, pojawia się niepokój, potem zagubienie, aż wreszcie poczucie, że grunt zaczyna nam się usuwać spod nóg. Tym bardziej, im mniej skuteczne okazują się te stosowane dotychczas sposoby i im częściej zaczynamy czuć, że tracimy kontrolę nad dzieckiem, a w to miejsce pojawiają się kłótnie i afery. Wtedy często w poczuciu frustracji i bezradności zaczynamy napierać jeszcze bardziej, stosować kary i sankcję, rozliczać i zabraniać. A to tylko zaognia i tak już napięte relacje, zaczyna się zimna wojna. Tracimy kontakt z dzieckiem, coraz częściej natykamy się na zamknięte drzwi, na pytanie „Co słychać” odpowiada nam milczenie, albo „Nic” lub w końcu słyszymy „To nie Twoja sprawa”.
Najwięcej emocji pojawia się wokół nakazów i zakazów, bo one najbardziej dotykają rosnące poczucie podmiotowości nastolatka, stąd wzbudzają najżywsze reakcje u młodych. W rodzącej się potrzebie samostanowienia i sprawczości chcą sami o sobie decydować, a przynajmniej mieć prawo do wpływania na to, co ich dotyczy. A to zmienia układ sił. Już nie jest tak, że ja matka czy ojciec mówię „Bądź z powrotem o 19.00” i tak się dzieje, tylko zaczynają się negocjacje „A dlaczego nie o 20.00 jak wszyscy?”, „Będę 19.30, wciąż jest jasno” czy wręcz „Będę, kiedy będę”. 

Nastolatek potrzebuje się nam sprzeciwiać, by móc samemu się potwierdzić. Potrzebuje podejmować inne niż my decyzje, aby budować swoją autonomię i wyodrębniać się. A może się sprzeciwiać tylko wtedy, gdy my rodzice mu w tym pomożemy, okazując zrozumienie i przyjmując to jako naturalny element dorastania. Co to tak naprawdę znaczy? To postawa otwartości i przyzwolenia. Dopuszczenia tego sprzeciwu i zaciekawiania się, skąd on pochodzi, z jakich motywacji i potrzeb. Akceptować, nie znaczy aprobować. Możemy rozumieć, że nasze dorastające dziecko ma inny punkt widzenia na dany temat lub chce zrobić kompletnie coś innego, niż byśmy sobie życzyli. I jednocześnie się z tym nie zgadzać, mieć swoje odmienne zdanie i go prezentować. I tu jest miejsce na nasz sprzeciw. 
Jeśli na przykład nastolatek zwraca się do siostry w sposób, który uznajemy za obraźliwy, potrzebujemy wyrazić sprzeciw, odwołując się do potrzeby szacunku lub zasad panujących w rodzinie. Jeśli spędza cały dzień przed komputerem lub smartfonem, to ważne jest, aby wiedział co nas w tym niepokoi lub i gdzie są nasze granice.



Bo nasza rola zmienia się z wychowawcy na ‘sparring partnera’, powtarzając za Jesperem Juul’em. Polega ona na troskliwym i pełnym miłości przewodnictwie opartym na szacunku i empatycznym dialogu oraz szczerym zainteresowaniu tym, co się dzieje w świecie naszego dorastającego młodego człowieka, a także stawianiu wyzwań.Potrzebuje on zrozumienia dla młodzieńczej potrzeby wyodrębniania się, eksperymentowania i szukania wrażeń oraz towarzyszenia mu w tym poprzez pokazywanie ryzyk i potencjalnych pułapek czy niebezpieczeństw, których sam w swojej nastoletniej hiperracjonalności nie dostrzega. Potrzebuje od nas informacji zwrotnej na temat swojego zachowania i swoich wyborów oraz naszych opinii, które może wziąć pod uwagę w podejmowanych przez siebie decyzjach. To niekoniecznie znaczy, że nas posłucha. Zrobi, co będzie uważał, ale ważne jest, aby wiedział, jakie jest stanowisko rodzica względem danego tematu, bo to sprawia, że nie czuje się sam w tej decyzji, nawet jeśli sam ją podejmuje. Nie czuje się samotny i opuszczony.
Nie chodzi więc o zgadzanie się bez szemrania na to, że dziecko się nam przeciwstawia. To rodzi bowiem ryzyko, że osobowość nastolatka się nie ukształtuje. Poczucie, że mu wszystko wolno wywoła raczej chaos, dezorientację i poczucie opuszczenia.
Sprzeciw jest mu potrzebny, i jednocześnie go przeraża. 

Jeśli nie pozwalamy na sprzeciw upatrując w nim naruszenie naszego matczynego czy ojcowskiego autorytetu, grozi to tym, że zaczniemy poprzez zakazy tłamsić nastolatka, czy poprzez słowa krytyki czy potępienia łamać jego kształtujący się charakter. Wtedy nigdy nie ośmieli się przeciwstawić słowami, ale z poczucia ogromnej frustracji i wewnętrznej niezgody zacznie wyrażać sprzeciw czynami, wchodząc na przykład w zachowania buntownicze czy autodestrukcyjne. Obróci się to przeciw niemu. Będzie się ranił słowami czy w inny sposób wyrażał agresję, być może się okaleczał. 

Ważne więc, aby było w naszych relacjach miejsce na sprzeciw. Po obu stronach. Wyrażany z szacunkiem i poszanowaniem godności oraz prawa do własnego zdania. Oprawiony argumentami, odwołującymi się do potrzeb, wartości czy doświadczeń. W bezpiecznej i akceptującej przestrzeni, którą zbudujemy w relacji z naszym nastolatkiem. To pozwoli mu wzrastać i budować swoją tożsamość dorosłego, odpowiedzialnego za siebie człowieka oraz wpłynie wzmacniająco na nasze transformujące się relacje.


Już niebawem zapraszamy na kolejną edycję warsztatów DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM. Będą to dwa dni praktyki i wzmacniania siebie w roli rodzica młodego człowieka, oparte na sprawdzonych narzędziach Porozumienia bez Przemocy, teorii przywiązania i wiedzy z zakresu neurobiologii (zmiany w mózgach nastolatków i ich konsekwencje dla budowanie relacji). Serdecznie zapraszamy!

Zapisy poprzez naszego bloga: tutaj



wtorek, 16 czerwca 2020

Wzmacniasz to, na co zwracasz uwagę

Ostatnio coraz częściej łapię momenty ekscytacji i zachwytu moimi nastolatkami, o których jeszcze dwa lata temu mi się nie śniło. Pamiętam momenty konsternacji na seminarium poświęconym Juul’owskiej koncepcji zmiany roli rodzica wraz z przemianą dziecka w nastolatka, prowadzonym przez Dusankę Kosanovic, kiedy to proponowała, aby zamiast zamartwiać się dorastającymi dziećmi, po prostu zachwycać się, jak rozkwitają i jakimi pięknymi, młodymi osobami się stają. Jakkolwiek to była zrozumiała i aspiracyjna postawa, to jednak niełatwa do wprowadzenia w życie, bo jednak troski i myślenie o przyszłości dzieci przysłaniały mi dostęp do optymizmu i ekscytacji.  Teraz, w miarę jak coraz bardziej doświadczam poczucia bezpieczeństwa i ufności, a moje relacje z dziećmi stają się coraz bardziej partnerskie, łatwiej jest mi być w teraźniejszości i z perspektywy obserwatora przyglądać się dorastającym dzieciom, widzieć oraz przeczuwać, kim się stają. I cieszyć się tym. Nie zawsze to jest łatwy proces, a jednak stopniowo coraz częściej dostępny, a przede wszystkim dający wiele satysfakcji i radości.

Odczuwam w związku z tym różnicę w doświadczaniu rodzicielstwa – jest lżej, przyjemniej, jest więcej momentów spełnienia w roli matki. Widzę także, jak różne konsekwencje mają te dwie postawy na moje relacje z młodymi. Nastolatki nienawidzą bowiem, kiedy się o nich martwimy, zabiera to miejsce radości i przyjemności z dorastania oraz daje im poczucie, że nie uważamy ich za wystarczająco kompetentnych, co wpływa na ich poczucie własnej wartości.

Bardzo ważną kwestią w tym przyglądaniu się naszym nastolatkom i reagowaniu na nich jest świadomość, na co zwracamy uwagę w relacjach z nimi i co komunikujemy. To bowiem wzmacniamy. 
Wraz z dojrzewaniem, nie tylko zmienia się wygląd, gospodarka hormonalna i przebudowuje mózg naszych dzieci, ale przede wszystkim rozwijają się wewnętrznie. Wyodrębniają się od nas i budują swoją tożsamość, formułują swoje poglądy na życie, kształtują swój charakter i system wartości (weryfikując wartości rodzinne i przyjmując część jako swoje, a dla części szukając alternatyw poza rodziną), rozwijają emocjonalność i inteligencję społeczną. Dużo miejsca w ich przestrzeni wewnętrznej zajmują rozmyślania na temat życia i śmierci, seksu i intymności, bliskich relacji i przyszłości. Zadają też sobie egzystencjalne pytania na temat sensu życia i podejmuje pierwsze próby określenia swojego stanowiska w tych tematach. To cały nowy aspekt doświadczania siebie, innych i świata dla dorastających młodych ludzi - decydujący, by stali się odpowiedzialnymi dorosłymi. 




Jest to bardzo ważny rozwojowo i piękny proces, przywilejem jest dla nas rodziców móc go obserwować i w nim uczestniczyć w roli wspierających przewodników. Jak to robić? Przede wszystkim właśnie mieć świadomość tego aspektu dorastania i dojrzewania oraz na niego w dominującej mierze zwracać uwagę – skupiać się na wewnętrznym życiu nastolatka, a nie na jego wyglądzie czy atrybutach społecznych jak ubranie, makijaż, biżuteria, tatuaż, rodzaj słuchanej muzyki etc. Zaciekawiać się nim, interesować się jego poglądami i refleksjami, doceniać własne zdanie na różne tematy, dzielić się swoimi opiniami, dyskutować. Wszystko to z szacunkiem i uznaniem dla ich prawa do konstytuowania siebie i decydowania o tym, kim chcą się stawać, jaki dorosłymi. Potrzebują w tym wykluwaniu się naszego zaufania i akceptacji. To stworzy bezpieczną przestrzeń, aby jak w kokonie mogli się przemieniać w odpowiedzialnych i sprawczych dorosłych, mających swoje zdanie oraz świadomych swoich wartości oraz potrzeb. 



Jeśli nie interesujemy się życiem wewnętrznym dziecka, ale głównie zwracamy uwagę na jego wygląd i atrybuty społeczne, to właśnie ten aspekt wzmacniamy i sprawiamy, że na tym też nasze dzieci będą się koncentrować. Szczególnie jeśli je w tym kontrolujemy i krytykujemy. Wtedy nie tylko tam kotwiczymy ich uwagę, ale też naruszamy ich kształtujące się poczucie własnej wartości, umniejszamy to, kim są i kim się stają.

Więc na koniec proponujemy dwa ćwiczenia, które pozwolą Ci poszerzyć samo-świadomość i zdecydować, na co chcesz kierować uwagę swoją i swojego nastolatka.

Ćwiczenie 1.  Obserwuj swojego nastolatka przez 30 minut i zauważ, co widzisz. Obserwuj, gdzie podąża twoja uwaga. Złap jakie myśli i uczucia się w Tobie pojawiają. Czy zaczynasz oceniać i krytykować, czy martwisz się, czy może zauważasz i cieszysz się z tego, co robi i co mówi? Jeśli miał(a)byś napisać relację z tych 30 minut obserwacji, co byś napisał(a) o swoim dziecku? Czy wybrzmiałyby tam refleksje i uznanie dla tego, kim jest, czy obawy i oczekiwania związane z tym, jaki powinien być?

Ćwiczenie 2. Przez kolejny tydzień zwracaj świadomie uwagę na to, co mówisz do swojego nastolatka, co i jak komentujesz. Złap, ile z tych komunikatów czy reakcji dotyczą wyglądu lub fizycznych atrybutów, a ile życia wewnętrznego Twojego dziecka. Uważność na słowa pomaga nam nie tylko dokładniej zobaczyć ich wpływ na drugą osobę, lecz także zatrzymać się i sprawdzić, czy aby na pewno słowa oddają to, co jest w naszym, mówiącego, sercu. 

30 czerwca - 1 lipca zapraszamy na dwudniową podróż warsztatową (online) w temacie dogadywanie się z nastolatkami. Warsztat łączy NVC, wiedzę o zmianach rozwojowych oraz przebudowie w mózgach młodych ludzi, teorię przywiązania, prace Sarah Peyton i Arminy Kashtan.

Więcej informacji o warsztacie znajdziecie na naszym blogu: tutaj 

lub na stronie NVClab tutaj

czwartek, 28 maja 2020

Podwójny sygnał „ZARAZ"

Jest takie słowo w codziennych sytuacjach z nastolatkami, które doskwiera nam rodzicom. Pojawia się w różnych sytuacjach – gdy prosimy dorastające dzieci by coś zrobiły lub gdy chcemy z nimi porozmawiać albo gdy zapraszamy je, by coś do życia rodzinnego lub wspólnego dbania o przestrzeń dały od siebie. Tym słowem jest „ZARAZ”, występujące w przeróżnych wersjach: „za chwilę”, „już robię” (i nic się nie dzieje), „sekunda”, „po co ten pośpiech!”…

Dlaczego nas to irytuje, złości, wyprowadza z równowagi? Bo słyszmy w tym „Zlewam cię”, „Wybieram kogoś/coś ciekawszego”, „Nie jesteś dla mnie ważny/a”. A to boli i przypomina inne trudne sytuacje, gdy nie czuliśmy się widziani czy słyszani, gdy działo się coś, co godziło w naszą potrzebę bycia ważnym. I teraz też godzi w potrzebę znaczenia i bycia widzianym – jedne z kluczowych potrzeb, które kiedy są frustrowane, to nasz mózg reaguje tak, jak na poczucie realnego zagrożenia. Więc nic dziwnego, że czasem pojawia się w naszych reakcjach złość czy agresja. 

Tym większa, im więcej towarzyszy temu innych niezaspokojonych potrzeb. Może to być potrzeba współpracy lub współodpowiedzialności lub może nam zależeć na tym, by móc polegać na wspólnych ustaleniach (jeśli takowe mają miejsce) lub po prostu chcielibyśmy wsparcia. Mnogość zadań, brak czasu, przytłoczenie, wybieranie efektywności ponad troskę o siebie – to rzeczywistość wielu rodziców. Mamy tyle odpowiedzialności, ról, obszarów o które, chcemy zadbać, że nieraz siebie i swoje potrzeby odkładamy na bok, jakby na później.  I to rodzi frustrację, a z niej wyrasta niecierpliwość i rodzą się oczekiwania, a gdy te nie są spełniane, pojawiają się oceny i żądania. Nie mamy wtedy gotowości czekać czy mierzyć z odmową. Domagamy się od domowników by rzeczy działy się wtedy, kiedy naszym zdaniem powinny się dziać, a słowo „zaraz” czy brak reakcji są w stanie wyrzucić nas w emocjonalny kosmos. Wtedy nie jesteśmy w stanie usłyszeć w „zaraz” czy „nie teraz” ważnych potrzeb nastolatka do autonomii, swobody wyboru, kiedy i jak coś zrobi czy do samodzielnego decydowania, jak chce wnosić wkład do życia rodzinnego. 


Stąd też proponujemy potraktować naszą reakcję na „ZARAZ” jako podwójny sygnał – że coś nie działa w naszych ustaleniach z nastolatkiem oraz że sami nie jesteśmy w równowadze (= mamy wiele niezaspokojonych potrzeb). Przypomina mi to opowieść o pewnym klasztorze, gdzie w ciszy i spokoju medytowali mnisi. Co jakiś czas w klasztorze rozlegał się dzwonek z bardzo nieprzyjemnym dla ucha dźwiękiem. Pewnego dnia nowy uczeń zapytał przełożonego, czemu nie zmienią tego dzwonka lub go wcale nie wyłączą, skoro przeszkadza w ciszy. Nauczyciel odpowiedział uczniowi, że ten dzwonek im przypomina, po co tak naprawdę tutaj są. Podobnie możemy potraktować dźwięk „zaraz” – jako przypomnienie i zaproszenie do przyjrzenia się, jak na ten moment w moim życiu ma się balans pomiędzy dawaniem innym uwagi, a dawaniem sobie uwagi, pomiędzy uważnością na potrzeby swoje i innych. Gdy mamy poczucie, że dajemy innym za dużo, trudniej podejść do nich z otwartością i ciekawością. A jeszcze trudniej usłyszeć potrzeby innych w „zaraz” lub w odmowie.

Pierwszym zatem krokiem do zbudowania pokojowej relacji z nastolatkiem (i pozostałymi członkami rodziny) jest pokojowe dogadanie się ze sobą. Najpierw zadbanie o odpoczynek, o czas na jakościowy kontakt z innymi oraz kontakt ze sobą - uświadomienie sobie, co jest dla mnie ważne i się nie dzieje, za czym tęsknię i tego nie dostaję. Z tego miejsca można potem zastanowić się i zdecydować, jak o to zadbać i zacząć działać w tym kierunku.
Istotnym elementem tego procesu jest odejście na tyle, na ile to możliwe od serwowania sobie myśli o tym, jacy powinniśmy być i co powinniśmy robić jako rodzice, partnerzy, pracownicy (czy będąc w innych rolach). Przełączyć się z dyscyplinowania siebie i edukowania na okazywanie sobie zrozumienia i akceptacji. Akceptacja nie musi oznaczać aprobaty dla wszystkich zachowań, to akt przyjęcia siebie takimi, jacy jesteśmy ze zrozumieniem i współczuciem. Nie oznacza też rezygnacji z rozwijania się, zmiany i rozwoju. Akceptacja siebie wręcz je umożliwia, bo rozpuszcza opór przed zmianą i skupianie całej energii na udowadnianiu sobie i innym, że jesteśmy w porządku. Akceptacja siebie pozwala zrezygnować z wewnętrznej walki czy tkwienia w poczuciu winy czy krzywdy, a tym samym otwiera drogę do rozwoju osobistego i zwiększania swoich kompetencji rodzicielskich. Sprawia, że może ona przebiegać bardziej harmonijnie, bez presji czy złości wobec samych siebie i innych.

Jednocześnie z dbaniem o zaspokajanie swoich potrzeb, ważne by rozmawiać z nastolatkiem o tym, co nam przeszkadza czy denerwuje w jego zachowaniach, na przykład w „zaraz”. To może być ważny temat do rozmowy z młodym człowiekiem o zasadach wspólnego bycia razem w jednej przestrzeni oraz okazja do budowania poczucia wspólnoty i współodpowiedzialności. Dobrze jest wtedy wyrazić, dlaczego ważne jest dla nas widzieć, że reagują na nasze prośby czy zaproszenia, ale też usłyszeć, jakim ważnym potrzebom mówią „Tak”, kiedy mówią „zaraz”.



Budowanie relacji w rodzinie to ciągłe dogadywanie się z pozostałymi członkami rodziny, w każdej pojawiającej się okazji czy trudności, chwila po chwili. To szukanie rozwiązań wygrany-wygrany, opierających się na widzeniu i uwzględnianiu potrzeb wszystkich uczestników systemu czy sytuacji. Z założeniem, że potrzeby wszystkich są tak samo ważne, bo jesteśmy równi w godności, nawet jeśli mamy różne odpowiedzialności. To również dialog o tym, co dla każdego z nas jest ważne, z dbałością o to, by każdy mógł być usłyszany. Bezwarunkowa akceptacja dla dzieci, lecz i dla nas dorosłych pomaga stworzyć przestrzeń zaufania oraz poczucie bezpieczeństwa, bliskości, przynależności.

30 czerwca - 1 lipca zapraszamy na dwudniową podróż warsztatową (online) w temacie dogadywanie się z nastolatkami łącząca NVC, wiedzę o zmianach w mózgach młodych ludzi, teorię przywiązania, prace Sarah Peyton i Arminy Kashtan.

Więcej informacji o warsztacie znajdziecie na naszym blogu: tutaj 
lub na stronie NVClab tutaj

sobota, 2 maja 2020

Lockdown jako szansa na dogadanie się z nastolatkiem na nowo

Autor: Aneta Stępień-Proszewska

Prawie dwa miesiące wszyscy razem pod jednym dachem 24/7.  To, co na początku wydawało się sytuacją nie do przejścia, teraz stało się oswojoną, a może nawet przyjazną codziennością. Czy aby dla wszystkich? 
Tak jak statek Diamond Princess stał się studium przypadku rozwoju koronawirusa, podobnie zamknięcie w domach to studium jakości rodzinnych relacji, w tym relacji między nami rodzicami a naszymi nastolatkami.

Bycie razem pozwala wiele rzeczy zobaczyć wyraźniej.

- Na ile jesteśmy w stanie się dogadać? 
O tym decyduje głównie to, czy widzimy się wzajemnie w tym, co każdy potrzebuje, aby dobrze funkcjonować na co dzień, wykonywać swoje obowiązki szkolne i zawodowe oraz mieć przestrzeń do odpoczynku i regeneracji. Rolę odgrywa także to, jak ze sobą rozmawiamy: czy są to rozmowy oparte na szukaniu porozumienia, czy raczej walka lub monolog z próbą wyegzekwowania racji. Czy mówimy o swoich potrzebach, czy wypowiadamy oczekiwania i pretensje. Czy dajemy informację zwrotną, jeśli coś nam przeszkadza lub nas boli, czy obwiniamy, krytykujemy i oskarżamy. Prosimy czy żądamy. Kiedy dziecko staje się nastolatkiem, to staje się wrażliwe na sposób, w jaki się do niego zwracamy. Chce szacunku i poważnego traktowania.

- Jak radzimy sobie z podziałem odpowiedzialności za wspólną przestrzeń?
Jak przebiega proces podziału obowiązków za utrzymanie domu w ładzie i porządku oraz wykonywanie innych obowiązków domowych (zmywarka, pranie, wieszanie, prasowanie, zakupy, wyprowadzanie psa itp). Czy zapraszamy nastolatki do wzięcia ich części odpowiedzialności i prowadzimy dialog wokół tego? A może rozkazujemy, narzucamy, wymagamy używając władzy? Albo powołujemy się na umowy, które tak naprawdę są jednostronnymi umowami? Wg Jespera Juula – wybitnego pedagoga, terapeuty rodzinnego i autorytetu w dziedzinie wychowania - kiedy dziecko kończy 12 lat jest w stanie samodzielnie zajmować się swoim praniem, prasowaniem, przygotowaniem sobie posiłków, dbać o wystarczającą ilość snu i wstawanie na czas oraz samodzielnie przemieszczać się komunikacją publiczną. Oczywiście potrzebujemy je do tego przygotować, kiedy potrzeba wspierać, nie rezygnując z tego, co dla nas ważne w aspekcie dbania o bezpieczeństwo. Jeśli jeszcze nie oddaliśmy nastolatkowi jego części odpowiedzialności za siebie, to teraz jest dobra okazja do zrobienia tego, a przy okazji angażowania w obowiązki na rzecz rodziny i budowania tym samym współodpowiedzialności.

- Na ile lubimy razem być ze sobą, cenimy swoje talenty, umiemy rozmawiać o pasjach, inspirować się nawzajem? Czy lubimy się wystarczająco, aby widząc się codzienne i spędzając ze sobą ponadprzeciętną ilość czasu, nadal cieszyć się swoją obecnością? 
Zamknięcie stwarza więcej okazji do spotkań i rozmów z domownikami, w tym nastolatkami. Mamy możliwość posłuchać, co myślą o tej sytuacji, jak ją sobie opowiadają, co czują oraz jak się w niej odnajdują. Możemy porozmawiać o rzeczach, na które normalnie nie ma miejsca w codziennym pospiesznym mijaniu się, zaciekawić się co ich obecnie pasjonuje, co trapi, co zaprząta myśli. Dowiedziałam się w ten sposób, że mój starszy 16-letni syn interesuje się świadomym śnieniem i prowadzi sennik, a młodszy 14-latek stworzył z kolegą sklep z używanymi ciuchami na Instagramie. Zamknięcie to okazja, żeby lepiej poznać nasze dorastające dzieci, pobyć razem w niespieszności i być może zachwycić się, jakimi pięknymi i mądrymi dorosłymi się stają.




- Na ile szanujemy potrzeby prywatności i przestrzeni dla siebie, które każdy, a tym bardziej poszukujące autonomii nastolatki, wyraźniej odczuwają w zamknięciu? 
Nastolatki bardzo cenią wolność i autonomię. Coraz więcej czasu spędzają za zamkniętymi drzwiami swoich pokoi, życzą sobie, aby pukać, kiedy chcemy tam wejść. Nieraz chcą nam opowiadać o sobie, pokazywać swoje tik-toki, relacje na insta (ale wtedy lubią to robić na swoich warunkach), a czasem kompletnie nie mają na to ochoty. I to jest ok. Jak każdy, mają potrzebę i prawo do prywatności oraz decydowania czym i z kim chcą się dzielić. A my z kolei mamy prawo się denerwować, jak nie wiemy, co robią, czy jak spędzają dużo czasu (według nas za dużo) w mediach społecznościowych i na komunikatorach, bo zależy nam na ich zdrowiu, bezpieczeństwie i kontakcie z rzeczywistością. Ponadto tęsknimy za kontaktem z nimi i dostępem do ich świata, którego mamy teraz znacząco mniej. Mamy więc nieraz pomysły by im te aktywności ograniczać lub kontrolować, reglamentować dostęp do internetu, zabraniać grać czy oglądać bez końca Netflixa. Robimy to z troski i z potrzeby upewniania się, że ich sposób spędzania czasu służy ich zdrowiu i rozwojowi. A to prowadzi do nieporozumień, bo jest odbierane przez młodych jako naruszanie ich granic i prywatności oraz brak szacunku i zaufania, które stają się na tym etapie bardzo ważnymi wartościami. Warto mieć to na uwadze i szukać rozwiązań, które działają dla obu stron. Bo nie chodzi o to, by na wszystko się zgadzać. W tym wieku czyha na młodych wiele pułapek, niedojrzały układ nagrody w mózgu nie umie jeszcze skutecznie odraczać przyjemności i popycha nastolatki do ochoczego spełniania zachcianek, a to powoduje, że łatwiej wpadają w uzależnienie. Warto im to uświadamiać, pokazywać te pułapki, odwoływać się do badań i wiedzy eksperckiej, ale też po prostu rozmawiać o tym, co nas niepokoi i o co chcemy dla nich zadbać.  Nasze dzieci potrzebują w tym wieku mądrych i empatycznych przewodników. Potrzebują rozmów, zainteresowania ich światem i jednocześnie uznania ich odrębności i poszanowania godności. Uważność na nietypowe sygnały w zachowaniu może być pomocna, a jednocześnie ważne jest podążanie drogą, na której podejmując działania, widzimy w dziecku drugiego człowieka i bierzemy pod uwagę jego potrzeby.

- Jak budujemy zaufanie do dojrzałości i samodzielności nastolatków w zakresie edukacji? 
Lubię sobie przypominać, że ja już byłam w szkole i zmagałam się z wszystkimi tego konsekwencjami, a teraz, kiedy moje dzieci są w szkole, to jest ich proces. Chcę im w tym procesie towarzyszyć i wspierać, jednak nie przejmować za nich odpowiedzialności. Nasze dzieci nieraz w życiu popełnią błędy, postąpią nie tak, jak byśmy sobie tego życzyli. Warto je wspierać, dawać im wskazówki, a jednocześnie pozwolić im na potknięcia i niedoskonałość, oraz płynącą z nich naukę. W czasie dorastania nasze dzieci bardzo potrzebują zaufania i bezwarunkowej akceptacji. To z kolei wymaga od nas, dorosłych zmierzenia się z obawami i lękami, a jednocześnie przyjęcia, że nasze dzieci nie są nami. Podążają własną drogą, a wszelkie pomysły kontrolowania ich są ułudą, kosztującą nas wiele nakładów energii i nieporozumień oraz psującą relację.



Czas wspólnego zamknięcia pokazuje nam mocne i słabe ogniwa w stosunkach domowych, w tym w relacjach z nastolatkiem. Napięcia i trudne emocje można było rozładować w czasach przed pandemią spędzając czas poza domem - w pracy, w szkole, czy z przyjaciółmi. Można było przeczekać niewygodę, unikać konfrontacji czy konfliktów, próbować puścić w zapomnienie nieporozumienie lub czyjś zły humor czy focha. Takie strategie mogły działać krótkoterminowo, lecz w długim terminie nie prowadziły do budowania zaufania i relacji. Widzimy teraz tego efekty, bo jak mówi Jesper Juul, czas dorastania naszych dzieci to okres zwrotu z tego wszystkiego, co włożyliśmy wcześniej w tą relację, a zamknięcie pod jednym dachem bez możliwości stosowania strategii unikowych jeszcze wyraźniej to wybija. Możemy to przyjąć do świadomości i potraktować lockdown jako szansę na nowe otwarcie w tych relacjach. To może być okazja do zatrzymania się, przyjrzenia się temu, co działa i co nie działa, poddania refleksji rozumienie roli rodzica dorastającego młodego człowieka oraz dokonania świadomej decyzji, jak chcemy dalej kształtować tą relację. 

Bo warto o nią zadbać, aby już teraz móc czerpać radość ze wspólnego życia pod jednym dachem, a w przyszłości, gdy nasze dzieci dorosną mieć ze sobą dobry kontakt i móc czerpać ze współzależności i wzajemnego wsparcia. A dodatkowo bardzo tego potrzebują teraz nasze dzieci. Okres dojrzewania to bowiem dla nastolatków czas ich dookreślania się, budowania własnej tożsamości, odkrywania swojej drogi i pomysłów na życie. Aby przeżyć ten czas jak najlepiej potrzebują widzieć w swoich rodzicach nie wrogów, kontrolerów, poganiaczy czy służących, ale mądrych przewodników, ufającym im i ich wyborom, pokazujących sprawdzone ścieżki przez życie, stawiających przed nimi rozwojowe wymagania i wyzwania oraz wspierających w chwilach zwątpienia czy trudności.

Już w czerwcu zapraszamy na warsztat online: DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM. Będą to dwa dni praktyki i wzmacniania siebie w roli rodzica młodego człowieka, oparte na sprawdzonych narzędziach Porozumienia bez Przemocy, teorii przywiązania i wiedzy z zakresu neurobiologii (zmiany w mózgach nastolatków i ich konsekwencje na budowanie relacji). Serdecznie zapraszamy!

Zapisy poprzez NVClab: tutaj

Zapisy poprzez naszego bloga: tutaj

czwartek, 9 stycznia 2020

Bezpieczna więź drogą do spełnionego życia, swojego i naszych dzieci

To, jak w dzieciństwie spotykają dziecko najbliżsi, ma znaczący wpływ na to, jak będzie budowało relację z innymi w przyszłości. Gdy dziecko dorasta w atmosferze bezwarunkowej akceptacji, troski i ciepła, a jego potrzeby są zaspokajane lub brane pod uwagę, to tworzy ono bezpieczny styl przywiązania z rodzicami, a później w dorosłym życiu z partnerem i innymi osobami. 

Przywiązanie jest sposobem, w jaki budujemy relacje z innymi ludźmi. Twórcą teorii przywiązania jest John Bowlby, jego koncepcje rozwinęła  później jego współpracowniczka Mary Ainsworth.

Według teorii przywiązania wczesna relacja między najważniejszymi opiekunami (najczęściej rodzicami, matką) a dzieckiem oraz sposób, w jaki radzą sobie oni nie tylko z emocjami dziecka, ale też z własnymi emocjami, staje się znaczącym schematem naszego radzenia sobie z uczuciami, i co więcej wpływa na nasze postrzeganie innych ludzi i sposób budowania z nimi relacji (czyli schematy przywiązania). Wyróżniamy 4 modele przywiązania: bezpieczny oraz 3 pozabezpieczne, lękowe modele budowania więzi.
W bezpiecznym stylu przywiązania opiekunowie są wrażliwi na okazywaną przez dziecko potrzebę bliskości, co więcej odczytują sygnały wysyłane przez dziecko i podejmują działania prowadzące do zaspokajania przez dziecko potrzeb. Między opiekunami a dzieckiem płynnie przebiega komunikacja oparta na dostrojeniu i współpracy. To powoduje, że dziecko wie, że jest wartościowe, wierzy, że można ufać innym ludziom i ufa, że świat jest bezpiecznym miejscem. Wie, że może liczyć na wsparcie, ma gotowość próbować nowości i stawiać czoła wyzwaniom. Rozwija świadomość tego, co dla niego ważne – silne poczucie własnego „ja” i ciekawość na innych. W rezultacie czuje się dobrze ze sobą i w kontaktach z innymi.

Jeśli w dzieciństwie budujemy bezpieczne relacje z rodzicami, to w dorastanie wkraczamy z bardziej zintegrowanym mózgiem i możemy bardziej korzystać z integrującego się obszaru kory przedczołowej, która odpowiada za równowagę emocjonalną, dostrajanie się do innych ludzi, elastyczność oraz odporność psychiczną.

Unikająco-lekową więź tworzymy, gdy w pierwszych latach życia nie czuliśmy się zauważani ani bezpieczni w obecności swoich rodziców (albo przynajmniej jednego z nich, który sprawował główną nad nami opiekę). Uczymy się wtedy nie potrzebować bliskich osób, bo doświadczyliśmy, że nie mogliśmy na nich polegać, gdy najbardziej potrzebowaliśmy pocieszenia i bliskości. W rezultacie jesteśmy odłączeni od własnych emocji i potrzeb oraz czujemy się odseparowani od innych ludzi.   
Z kolei więź ambiwalentną dziecko nawiązuje w kontakcie z niespójnym, niestabilnym emocjonalnie lub intruzywnym rodzicem, w relacji z którym nigdy nie ma pewności, czy zostanie zauważone, a jego potrzeby, w tym potrzeba bezpieczeństwa zaopiekowane. Nie wie, czego się może po nim spodziewać, a uczucia rodzica zalewają świat wewnętrzny dziecka.
Czwarta odmiana więzi rozwija się, gdy rodzic wzbudza w  dziecku silny lęk (z powodu uzależnienia lub depresji lub innej dysfunkcji) albo gdy dziecko doświadcza silnej traumy lub zaniedbania w domu rodzinnym. Osoby o takiej więzi są rozbite wewnętrzne i mniej odporne psychicznie, mają trudności w nawiązywaniu udanych relacji oraz w zachowaniu równowagi emocjonalnej. 
Zrozumienie swojego stylu przywiązania z dzieciństwa jest niezwykle ważne. 
Bezpieczny styl przywiązania to wspaniały dar na początku życia i chciałybyśmy, by jak najwięcej ludzi doświadczało takich jakości w życiu. Jednocześnie mamy świadomość, że wśród nas, rodziców nastolatków jest wiele osób, które w relacjach z bliskimi i ważnymi dorosłymi nie zawsze, a może nawet całkiem rzadko doświadczali ciepła, bezpieczeństwa i akceptacji.  

Na szczęście przeszłość nas nie determinuje. Badania i nasze osobiste doświadczenia pokazują, że możemy rozwinąć bezpieczny styl przywiązania także w dorosłym życiu. Nazywamy go wtedy nabytym bezpiecznym stylem przywiązania (ang. earned secured attachment). To jest bardzo dobra wiadomość, bo dzięki wypracowanemu poczuciu bezpieczeństwa nie tylko poczujemy się lepiej ze sobą, ale także będziemy mogli nawiązywać naprawdę głębokie relacje z partnerami, przyjaciółmi i własnymi dziećmi. Możemy rozwinąć zasoby, których nie dostaliśmy w przeszłości i w oparciu o nie budować bezpieczny styl przywiązania z własnymi dziećmi, a tym samym wspierać nasze nastolatki w rozwijaniu swojej tożsamości i poczucia bezpieczeństwa w świecie, w których wchodzą jako dorastający młodzi ludzie. Świadomy siebie, swoich emocji i potrzeb, umiejący dbać o siebie i budować relacje w oparciu o zaufanie i dialog, mamy jako rodzice więcej zasobów, by wspierać dziecko w jego procesie dorastania.



Jak wspierać budowanie nabytego bezpiecznego stylu przywiązania?
Jedną z odpowiedzi, opartą o narzędzia i podejście Porozumienia bez Przemocy Marshalla Rosenberga, jest empatia dla siebie. Polega na obdarowywaniu siebie samego uwagą i życzliwością. I choć nieraz bywa to trudne, to wykonywane krok po kroku każdego dnia może być ważnym fundamentem (obok warsztatów, terapii, budujących relacji itp.) budowania dobrej, życzliwej relacji z samym sobą. To, ile możemy dać naszym dzieciom, uzależnione jest od tego, ile możemy dać sobie. Dlatego zapraszamy, by każdego dnia:

  •       Podziękować sobie samemu za trzy rzeczy, które doceniamy z danego dnia
  •       Mówić do siebie samego ciepłe i miłe słowa, otaczać się troską i zrozumieniem
  •       Obdarzać siebie empatia: 
    • mieć uważność na sygnały i doznania z ciała, dostrzegać je i poszukiwać za nimi uczuć
    • znając uczucia, poszukiwać potrzeb, o których te uczucia nas informują 
    • dbać o swoje potrzeby - brać je na poważnie pod uwagę, wnosić je do świata i dążyć do ich zaspokojeniana równi z potrzebami innych osób.
Dodatkowo, jeśli wyrośliśmy w unikającej więzi, to warto zacząć dostrzegać wszelkie, nawet subtelne sygnały świadczące o tym, że potrzebujemy bliskości. Możecie zadbać o tą bliskość zaczynając od tego, że podzielicie się swoimi uczuciami z bliską osobą. 

Jeżeli z kolei doświadczyliście w dzieciństwie ambiwalencji i chaosu emocjonalnego, to 
dobrym ćwiczeniem integrowania układu nerwowego będzie wyodrębnianie i nazywanie swoich wewnętrznych stanów emocjonalnych, może nawet prowadzenie dziennika i opisywanie w nim swoich przeżyć. 

Im bardziej bezpieczną więź będziemy w sobie rozwijać, tym bardziej bezpieczną przystań będziemy w stanie stworzyć dla naszych dzieci oraz zapewnić im solidny grunt w trakcie burzliwego i dezorientującego okresu dorastania.

Zapraszamy na edycję 2020 warsztatu DORASTAĆ Z NASTOLATKIEM - 16-17 czerwca 2020  ( moduł I) oraz  22-23 września 2020 (II moduł)
Więcej o warsztacie TUTAJ